Mateusz Klinowski

Użytkownicy
  • Zawartość

    93
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Mateusz Klinowski

  • Tytuł
    Wyga

Profile Information

  • Rok
    spoza WPiA
  1. Czy PiS ma mandat do zmiany Polski?

    Czym jest demokracja? Na pewno nie rządami większości, jak błędnie wyobraża sobie to większość z nas. System polityczny, który ukształtował się w kolejnych latach od przełomowego 1989 roku nazywamy demokracją, czasem dodając do tego przymiotnik “liberalną”, ale nie idzie za tym zrozumienie jej istoty. Widzę to zwłaszcza przeglądając fejsbukowe wpisy moich znajomych – pełne powtórzeń fałszywych wyobrażeń kreowanych przez środowiska partyjne, aby zręcznie mamić swoich wyborców. Im właśnie, moim znajomym z Facebooka, dedykuję cykl krótkich, edukacyjnych wpisów (by nie powiedzieć “pisanek”), które wrzucać będę tu regularnie. Czasy nastały takie, że edukować się trzeba. Dzisiaj kilka słów o roli większości w demokracji. W wyniku wyborów parlamentarnych w 2015 roku partia o nazwie Prawo i Sprawiedliwość zdobyła większość głosów w Sejmie i samodzielnie utworzyła rząd. Następnie przystąpiono do “reform”, czyli nieprzemyślanego wywracania wszystkiego do góry nogami. Szybko spotkało się to z krytyką środowisk zaniepokojonych skalą psucia państwa. Szczególnie krytykowano odwrót od mechanizmów istotnych dla demokratycznego ustroju: demontaż Trybunału Konstytucyjnego, procesu legislacyjnego (zastąpionego nocnymi głosowaniami niekonsultowanych z nikim ustaw), itd. W oczach części opinii publicznej PiS natychmiast po objęciu władzy przeprowadził “zamach na demokrację”, a przekonanie to legło u podstaw ruchu społecznego o nazwie KOD i innych, podobnych inicjatyw. Jaka była reakcja rządzących? Premier Beata Szydło i inni prominentni politycy PiS za zamach na demokrację uznali krytykę własnych poczynań. Argumentowano w ten sposób, że nowa władza ma większość, a więc pozwolenie od obywateli (nazywanych dla niepoznaki “suwerenem”, żeby ukryć fakt, iż chodzi o 19% ogółu wyborców) na wprowadzanie dowolnych zmian. Kto to krytykuje, kto tego nie rozumie, ten nie rozumie demokracji i jej zagraża. Spora liczba wyborców narrację tę przyjęła za dobrą monetę. Szkopuł w tym, że opiera się ona na błędzie wynikającym z niewiedzy, czym demokracja faktycznie jest. Błąd ten nazywać będziemy ideologią rządów większości. Otóż, politycy PiS uparcie powtarzają, że: 1) otrzymali mandat do rządzenia i 2) daje im to prawo do swobodnego przemodelowania ustroju państwa i podejmowania dowolnych decyzji. O ile pierwsze z tych stwierdzeń jest prawdziwe (mandat do rządzenia), o tyle drugie z nich z pewnością już nie. Rządzenie w demokracji nie polega bowiem na robieniu przez jakąkolwiek większość tego, co się chce. Demokracja nie zakłada bowiem, że mandat do rządzenia tożsamy jest z wekslem in blanco. Istotą demokracji są rządy prawa, a nie parlamentarnej większości. W demokracji władze wyłaniane są w wyborach – cyklicznych, powszechnych, równych i reprezentujących (mniej więcej) preferencje wyborców. Ale to nie wszystko. Demokracja jest możliwa tylko wtedy, kiedy jednocześnie realizuje rządy prawa. O takim państwie – z wyborami i dominującą rolą prawa, mówimy państwo prawa. Czym są owe rządy prawa? To przeciwieństwo ideologii rządów większości. W koncepcji tej zakładamy, że władzę zwierzchnią stanowią obowiązujące przepisy oraz powszechnie akceptowane zasady ich rozumienia i stosowania. Są one nadrzędne dla jakiejkolwiek większości sejmowej, która wyłania się w wyniku wyborów. Dzięki wierze w nadrzędną rolę prawa, wola i możliwości sejmowej większości są ograniczone przez rozmaite mechanizmy. Zwykle przy tej okazji wymieniany jest trójpodział władzy – na władzę stanowiącą prawo (parlament), wykonującą je (rząd) oraz kontrolująca pozostałe (sądy). Innym takim mechanizmem jest udział we władzy opozycji, jako partnera w podejmowaniu decyzji. Jeszcze innym konieczność posiadania kwalifikowanej, powiększonej większości do zmieniania przepisów o zasadniczym znaczeniu dla ustroju państwa. Jeszcze innym udział społeczeństwa w podejmowaniu decyzji: w konsultacjach, referendach. Wszystko to stanowi dzisiaj istotę ustroju zwanego demokracją. Ideolodzy autorytaryzmu przedstawiają często swoje rządy jako lepsze wersje demokracji, ale w nauce panuje zgoda, że bez rządów prawa mówienie o demokracji staje się fasadą. Próbuje tego Putin (rosyjska demokracja suwerenna), identycznych do jego argumentów używa również Kaczyński. To niepokoi szczególnie. Dlaczego demokracja nie jest możliwa bez rządów prawa? Skąd bierze się konieczność łączenia demokracji z rządami prawa? Z prostej przyczyny: bez tego demokrację czeka szybki kolaps. Gdyby każda następna większość parlamentarna zaczynała od unieważniania dokonań poprzedniej, cofania reform i wsadzania do więzień przeciwników (PiS niestety idzie właśnie dokładnie w tym kierunku), pojawia się silna pokusa, aby nie tylko nie podejmować żadnych działań (bo w przyszłości zostaną i tak podważone przez następców), ale w ogóle nie przeprowadzać wyborów. Przecież mogą one zagrozić naszej fizycznej egzystencji jako przegranych polityków! Trzymanie się ustalonych reguł i traktowanie ich jako świętość pozwala politykom wszystkich partii mieć nadzieję, że trzymać się ich będą również następcy. A jeżeli do tego podejmowane przez nas decyzje są wynikiem szerokiego konsensusu (z innymi siłami politycznymi, z obywatelami), nasi następcy nie będą ich unieważniać natychmiast po dojściu do władzy. Ot cała tajemnica powabności rządów prawa – opłacają się one politykom. To ideologia samoograniczania się władzy, ktokolwiek będzie ją sprawował. Takie ograniczenie pozwala bowiem nadać sens własnym działaniom w ramach trwającej demokracji. I pozwala mieć nadzieję, że ten polityczny ustrój będzie trwał. Ustrój polityczny można porównać do gry, w której większość parlamentarna i opozycja co jakiś czas zmieniają się stronami. Żadna jednak ze stron nie ma prawa zmieniać reguł bez porozumienia z drugą. Jeżeli ktoś podważa reguły według których toczy się gra zwana demokracją, jeżeli zaczyna przypisywać sobie władzę dowolnego ich zmieniania i ignorowania pozostałych graczy, wchodzi na bardzo niebezpieczną ścieżkę. PiS wielokrotnie wcześniej zarzucał innym partiom fałszerstwa wyborcze. Najgłośniej w czasie wyborów samorządowych 2014 roku, kiedy sfałszowane miały zostać wybory do sejmików wojewódzkich (zarzuty te nie doczekały się potwierdzenia). Tymczasem na naszych oczach partia rządząca dopuściła się w wyborach 2015 roku jednego z najbardziej spektakularnych fałszerstw, jakie przychodzą mi do głowy, otwarcie kwestionując podstawy demokracji. Politycy PiS usiedli do demokratycznej “gry” obiecując ją szanować, inaczej nikt do stołu by z nimi nie siadał. Gdy wygrali wybory, ogłosili, że zmieniają reguły “gry” nie pytając nikogo o zdanie. Ale przecież u podstaw demokracji, jak zobaczyliśmy, leży umowa, że pewne reguły są “święte” i umawiamy się ich nie zmieniać, albo zmieniać je będziemy bardzo ostrożnie (stąd wspomniane mechanizmy ustrojowe). Na tym właśnie, a nie na niespełnionych obietnicach wyborczych, polega oszustwo, którego padliśmy ofiarą. PiS nie ma żadnego mandatu do zmiany ustroju Polski. Nie daje mu go ani demokracja ze swej istoty, ani tym bardziej 19% poparcie, jakim cieszy się wśród wyborców ta partia.
  2. Zbysia zabawy w pianie

    Dzisiaj garść refleksji o “kosztach” demokracji. Nie mam zbyt wiele czasu, aby uzupełniać bloga, tym bardziej więc staram się nie poświęcać czasu wypowiedziom byłych kolegów, którzy od przegranych przez siebie wyborów prowadzą na mnie publiczną nagonkę. Niedawno zresztą nagonka ta weszła w fazę rękoczynów, ale o tym przy innej okazji. Owi koledzy nazywają siebie “blogerami”, choć w czasie ostatnich wyborów byli rzecznikami kandydującego na stanowisko burmistrza wadowickiego starosty Jacka Jończyka. Razem z “niezależnym dziennikarzem lokalnym” Marcinem Płaszczycą, pracownikiem Urzędu Miejskiego i asystentem poprzedniej burmistrz, tworzą obecnie groteskowy “salon niezależnych”, czyli miejscowe środowisko opozycyjne. Postaci Zbigniewa Targosza nie muszę czytelnikom bloga szerzej przedstawiać. To “ekspert”, który miał problemy z liczeniem do 10 (więcej tutaj), a także namawiał radnych do szkodzenia spółce EKO i zabawy śmieciarkami (więcej o “śmieciowych ekspertach”). Ostatnio Targosz pochwalił się swoimi sądowymi triumfami, a przechwałki te powielił na swoim portalu Płaszczyca. Z powyższego wpisu wynika, że zdaniem absolwenta szkoły średniej Targosza, my – niedouczeni prawnicy, zostaliśmy „zaorani” przez sąd i ośmieszeni. Posługujemy się bowiem „pseudoargumentami”, co krewki maturzysta demaskuje, wyrastając na czołowego pogromcę kiepskich prawników, młot na filozofującego burmistrza łamiącego prawo.„Bloger” uchyla również rąbka tajemnicy kolejnej afery… Do tego jeszcze wrócimy. Wszystko to byłoby pewnie i godne pochwały, gdyby… No właśnie, czego właściwie dotyczyły sprawy, z którymi Targosz pobiegł do sądu? Na czym polegała bezczynność organu, którą wykazał? I tak właśnie docieramy do sedna problemu, o których chciałbym napisać. Mamy tutaj bowiem przykład wykorzystywania przepisów prawa i organów państwa do pompowania własnego ego przez osoby, które żadnych pożytecznych funkcji w debacie publicznej pełnić nawet nie próbują. Próbują natomiast za wszelką cenę “zaistnieć”, aby w czasie wyborów znów kandydować do rozmaitych stanowisk. W pierwszej wygranej przez siebie sprawie „bloger” Targosz zażądał zakresu czynności jednego z pracowników Urzędu, pełniącego funkcję pomocy administracyjnej – radnego powiatowego Pawła Kopra. Ponieważ przepisy prawa, wbrew wyobrażeniom dzielnego maturzysty, znamy trochę wnikliwiej niż on sam, zdecydowaliśmy, że nie dają one burmistrzowi możliwości udzielenia odpowiedzi w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Jednocześnie odpowiedzi tej mogliśmy udzielić w trybie interpelacji i tak się stało – tożsame pytanie zadała radna Kaczyńska i dostała pełną odpowiedź – opublikowaną na naszej stronie internetowej. Jednak pomimo tego, że Targosz znał już odpowiedź na swoje pytanie i nikt nie chciał przed nim niczego ukrywać, “bloger” wniósł sprawę do sądu. Tylko po co? Rozstrzygnięcie tej sprawy przez sąd miałoby sens, gdyby miała ona jakiś szczególny ładunek ustrojowy, albo coś przed opinią publiczną starano by się zataić. Tutaj z niczym takim do czynienia nie mieliśmy. Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że odpowiedzi mogliśmy udzielić, bowiem Paweł Koper… jest też radnym powiatowym, który chroniony jest przez przepisy prawa pracy słabiej. Choć mam wątpliwości, czy jest to rozstrzygnięcie trafne, nie widziałem powodu poświęcać tej sprawie w ogóle czas i nawet nie próbowaliśmy się odwoływać. Kolejna wygrana “blogera” to równie „doniosły” przypadek. Targosz przesłał mailem do Urzędu pytanie na temat jednego z moich zarządzeń. Jego mail wylądował w SPAMIE. “Bloger” poczekał 14 dni i znów wniósł skargę do sądu administracyjnego na bezczynność burmistrza. Gdy tylko dowiedzieliśmy się o tym fakcie, udzieliliśmy mu odpowiedzi, zanim do jakiejkolwiek rozprawy doszło. Skarga Targosza do sądu nie miała więc najmniejszego sensu, a właściwie wystarczyłoby, gdyby grzecznie przypomniał, że czeka na odpowiedź. Dodam, że Targosz pytał o sprawę bez jakiegokolwiek istotnego znaczenia. Będące przedmiotem zapytania zarządzenie dotyczyło wprowadzenia dodatkowej stawki czynszu dzierżawnego na Placu Kościuszki na potrzeby współorganizowanych przez nas zawodów strażackich FCC. Ponieważ jednak ostateczna koncepcja organizacji została zmieniona, zarządzenie uchyliliśmy i zastosowaliśmy stawki już obowiązujące. Mimo to Targosz ogłosił, że udaremnił przekręt i dokonał tego poprzez… wysłanie maila, którego nikt nie przeczytał. Czytając te przechwałki o mało nie zadławiłem się kanapką…* *** Miesięcznie dostajemy około 20 wniosków o informację publiczną. Większość wniosków spływa drogą mailową, na różne adresy e-mail Urzędu Miejskiego. Błędów nie da się uniknąć, zwłaszcza, że część wniosków wysyłają anonimowe osoby mailem w sposób hurtowy. Gdyby nasz dzielny “bloger” wysyłał wnioski z maila, który w adresie zawiera jego imię i nazwisko (a nie z adresu locall@…) prawdopodobieństwo wylądowania w SPAMie z całą pewnością byłoby mniejsze. Większość zapytań pochodzi od tych samych czterech osób – miejscowego salonu “niezależnych”. Motyw przewodni jest jeden: szukanie haków. Na dziesiątki zadanych pytań na razie żadnych afer nie udało się wykryć. Ale kto wie, może do wyborów panowie (i pani) wreszcie coś znajdą. *** Czas na wnioski płynące z tych anegdot. Jak widać na przykładzie Wadowic, mechanizmy jawności używane są często przez osoby, które są aspirantami do rozmaitych stanowisk, przegranymi w wyborach szukającymi rewanżu, albo zwyczajnie sposobu podbudowania własnego ego, czy rozrywki w swoim nudnym życiu – poprzez składanie różnych petycji, wniosków, żądań. Gdy nie masz kolegów, a ogólnie w życiu Ci nie wyszło, urząd zawsze musi odpowiedzieć na Twoje pismo, a i sąd zajmie się Twoją sprawą… Instytucja informacji publicznej służyć miała między innymi patrzeniu władzy na ręce. Trudno w działaniu rzeczników poprzedniej władzy widzieć bezstronnych, zatroskanych obywateli czy blogerów. Ale mniejsza o to, każdy ma prawo pytać, choćby i pytał o rzeczy mało ważne, albo już wiadome. Problem w tym, że pytania te, skargi i wnioski generują koszty, za które płacą wszyscy podatnicy. Urzędnicy marnują czas, podobnie sędziowie, bo jeden czy drugi aspirant do świata polityki ma potrzebę napompowania się przed lustrem. W ten sposób w pianie bzdur giną sprawy istotne, a instytucje samorządowe i inne zajmują się niezaspokojonymi ambicjami rozmaitych Zbysiów, Edków i łasic. W efekcie zamiast debaty publicznej mamy organizowane nagonki, a zamiast opozycji cyrkową trupę. Potwierdza to formułowaną przeze mnie już wielokrotnie wcześniej tezę, że demokracja wymaga nie tylko procedur, ale również dojrzałości korzystających z nich obywateli. Zanim ktoś w końcu dojdzie do wniosku, że dostępność informacji należy ograniczyć, bo stanowi ona pożywkę dla szukających atencji frustratów, pieniaczy itd. A tego byśmy przecież nie chcieli. * Przypominałem sobie jeszcze jeden wyczyn “blogera”. Gdy aspirował do miana radnego z komitetu starosty, wszem i wobec chwalił wydanie z publicznej kasy 2 000 zł na kanapki, podobno z kawiorem, dla gości “imprezy promocyjnej” organizowanej przez starostę w rocznicę objęcia przezeń urzędu (sic!). Po przegranych wyborach Targosz grzmiał, że za publiczne pieniądze zamierzam kupować kanapki swoim pracownikom (zamiast ciastek i cukierków – które kupowano za poprzedniczki). Nie wiedział, że płacę za nie z własnych środków. Miesięcznie kosztowało mnie to ok. 100 zł.
  3. Jak to było z odwołaniem Cholewki?

    W Radzie Miejskiej nastąpiła długo oczekiwana zmiana na stanowisku przewodniczącego. Józefa Cholewkę zastąpił Robert Malik. Grupa radnych z marionetkowego klubu PiS ogłosiła, że wybór Malika odbył się niezgodnie z prawem. Wspierają ich portal Wadowice 24, radny Janas i… studentka prawa. Co zrobi Wojewoda? Na wstępie wyznam, że mam pewien problem. W Wadowicach pełniłem funkcję niezależnego blogera – dziennikarza obywatelskiego demaskującego manipulacje władzy i jej sprzedajnych mediów, pozatrudnianych na etatach. Teraz sam piastuję stanowisko, ale lokalne media, wspierane zresztą przez aspirujących do stanowisk rozmaitych “blogerów”, a wcześniej rzeczników różnych kandydatów w wyborach, nadal dezinformują. Traci na tym opinia publiczna, która z wieloma faktami po prostu nie ma gdzie i jak się zapoznać. Dlatego, choć to i czasochłonne i nie do końca wygodne, muszę niekiedy skomentować sytuacje, w których biorę udział i jestem świadkiem. A to, co wydarzyło się 31 sierpnia w sali nr 19 Urzędu Miejskiego w Wadowicach, zdarzenia wcześniejsze i to, co dopiero się wydarzy, jest niezmiernie ciekawe i ważne dla naszej lokalnej, ale nie tylko, społeczności. Przebieg sesji nadzwyczajnej Wszystko zaczęło się od tego, że grupa 7 radnych złożyła wniosek o odwołanie przewodniczącego Rady Miejskiej. Dla chyba nikogo nie ulega wątpliwości, że Józef Cholewka nigdy przewodniczącym nie powinien zostać, a dwa lata kierowania przez niego pracami Rady Miejskiej to ciągłe awantury, buksowanie w miejscu i różne próby sabotowania pożytecznych przedsięwzięć. Kulminacją rządów Cholewki była awantura wokół uchwały budżetowej, kiedy to radni Janas i Cholewka doprowadzili do podjęcia przez Radę nieważnej uchwały. To chyba wówczas dla większości pozostałych radnych stało się jasne, że Cholewka nie powinien dłużej sprawować swojej funkcji. W następstwie złożenia wniosku Cholewka nie miał wyjścia i zwołał sesję Rady Miejskiej w dacie we wniosku wskazanej. Przez 7 dni, do głosowania 31 sierpnia, trwały zabiegi przewodniczącego o zachowanie swojego stanowiska. W zabiegach tych odegrał niepoślednią rolę jego najbliższy sojusznik – radny Paweł Janas. Janas osobiście obdzwaniał radnych i przekonywał do poparcia Cholewki. Dlaczego? O tym poniżej. Ogłoszoną prawidłowo i zwołaną sesję otworzył przewodniczący Cholewka, który zarządził głosowanie nad porządkiem obrad, a po jego przyjęciu przez radnych przystąpił do realizacji pierwszego punktu porządku obrad, czyli głosowania w przedmiocie odwołania przewodniczącego Rady. Cholewka w ostatnim słowie przeprosił radnych za to, że często ich obrażał, po czym natychmiast zrugał radnego Pawła Krasę domagającego się przywołania do porządku obecnych na sali dziennikarzy, którzy uniemożliwiali zachowanie tajności głosowania. Tym samym utwierdził w słuszności swojego odwołania tych radnych, którzy jeszcze może się wahali. Doszło do głosowania, które Cholewka i Janas przegrali stosunkiem 11:9 (radna Maria Zadora jest chora i nie uczestniczy w obradach). Cholewkę oprócz Janasa poparł również klubu PiS i Tomasz Bąk, radny z Choczni. Obstrukcja, czyli “udany” plan Okazało się jednak, że przegrani przygotowali “plan” na wypadek przegranego głosowania. Po odwołaniu przewodniczącego jego zastępca miał opuścić salę obrad i w ten sposób uniemożliwić dalsze obrady Rady. Plan ten okazał się równie „udany” jak wcześniejsze wspólne przedsięwzięcia Cholewki i Janasa. Otto Gurdek, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, nie powrócił więc na salę obrad po przerwie, informując mijanych na korytarzu radnych, że porzuca swoje obowiązki i idzie do domu. W tym momencie na sali zabrakło osoby, która mogłaby poprowadzić dalej obrady, ani nawet je przerwać. Należało więc przez analogię zastosować art. 19 ust. 8 ustawy o samorządzie gminnym. Przepis ten mówi, że najstarszy wiekiem radny obejmuje prowadzenie sesji, o ile wyrazi na to zgodę. Radna Tkacz, Kaczyńska, a później Ficek i Cholewka nie zgodzili się na objęcie funkcji prowadzącego obrady. W tej sytuacji radny Paweł Stopa, wskazany przez pracowników Biura Rady jako następny w kolejności starszeństwa radny, zarządził głosowanie nad wyborem nowego przewodniczącego. Była to w istocie czynność techniczna, nie mająca żadnego wpływu na podejmowane później i wcześniej uchwały Rady Miejskiej. Ludzie Cholewki na czele z Janasem wyglądali na zaskoczonych. Jak można się domyślać, liczyli na paraliż obrad i ich przerwanie, nie mając nawet przygotowanego kandydata na nowego przewodniczącego. Radny Janas próbował dyskutować, że sesja powinna zostać przerwana i zwołana przez Wojewodę, ale finalnie jedynie “wyłączył się z głosowania” w geście sprzeciwu. Przepisy prawa nie znają takiej instytucji jak “wyłączenie się radnego”, a udział w głosowaniach jest wręcz jego obowiązkiem. Oczywiście nikt z ludzi Cholewki nie skrytykował również zachowania wiceprzewodniczącego Otto Gurdka, który porzucił swoje obowiązki i poszedł do domu celem zerwania obrad. Jeżeli ktoś złamał prawo, był to przede wszystkim sam wiceprzewodniczący Gurdek. Czy wybór Roberta Malika był legalny? W wyniku przeprowadzonego głosowania nowym przewodniczącym Rady Miejskiej został Robert Malik z 10 głosami poparcia, jednym wstrzymującym się i jednym przeciw. Pozostali radni oddali głosy nieważne bądź nie głosowali. Natychmiast po sesji portal Wadowice24 ustami asystenta poprzedniej burmistrz ogłosił, że wybór jest nielegalny. Płaszczyca ze swoimi poplecznikami twierdzili wręcz, że istnieją obecnie dwie Rady Miejskie: jedna prawomocna z Cholewką na czele i druga – uzurpatorów z Malikiem. Swoje “fachowe” przemyślenia wsparli nawet opinią ekspercką – szerzej nieznanej studentki prawa. Ten upór w podważaniu decyzji radnych byłby nawet śmieszny, gdyby nie to, że w szerzone przez wymienionych bzdury mogła uwierzyć część czytelników. Uchwałę o wyborze przewodniczącego do Wojewody zaskarżyła Zofia Kaczyńska – w imieniu klubu PiS. W podpisanym przez nią piśmie zarzucono radnym, że prowadzili obrady nie czekając na wiceprzewodniczącego Otto Gurdka, który postanowił nawiać do domu. Skargę na to podpisał sam Gurdek, członek klubu PiS, poświadczając tym samym nieprawdę. Taka argumentacja nie ma oczywiście żadnych szans powodzenia w sądzie, bo w analogicznych sytuacjach te już się wypowiadały, przecząc możliwości kwestionowania uchwał podejmowanych pod nieobecność przewodniczących. Zresztą, w opisanym przypadku sesji nadzwyczajnej zwołano ją prawidłowo – przez przewodniczącego Cholewkę, prowadzono ją według przyjętego przez radnych porządku obrad, a wobec absencji wiceprzewodniczących nie tylko nie można było obrad przerwać, ale nawet zarządzić przerwy bez wybrania kogoś, kto rolę prowadzącego obrady mógłby objąć. Zgodnie z przepisami prawa taką osobą powinien być radny w kolejności starszeństwa. Czy Wojewoda naruszy suwerenność samorządu? Oczywiście skarga Kaczyńskiej, choć prawnie nonsensowna, ma swój wymiar polityczny. Skarży się przecież sama Zofia Kaczyńska, przewodnicząca klubu PiS, a rozpatrywać skargę będzie Wojewoda z tego samego politycznego ugrupowania. Choć logika politycznej gry podpowiada, że PiS może nie chcieć utracić miejsca przewodniczącego Rady Miejskiej, należy jednak liczyć, że Wojewoda Józef Pilch postąpi zgodnie z prawem i nie będzie kwestionował wyboru nowego przewodniczącego. Gdyby Wojewoda wybór Malika uznał za nieważny, Radą Miejską kierować będzie Otto Gurdek – z PiS. Ten sam, który nie wykonał ciążących na nim obowiązków uciekając do domu i tym samym próbując uniemożliwić wybór nowego przewodniczącego Radzie. Taka decyzja bez wątpienia prowadzić będzie do głośnego na całą Polskę skandalu. Paweł Janas pod opieką “muzy opozycji” do końca bronił Józefa CholewkiRadny flaga “zachował twarz” Na koniec kilka słów o zachowaniu Pawła Janasa, który w ciągu kilku ostatnich miesięcy przekreślił cały swój, niewielki zresztą, dorobek opozycyjny z poprzedniej kadencji. Paweł Janas, choć w poprzedniej kadencji nieśmiało (by nie powiedzieć: tchórzliwie) podłączał się pod inicjatywy opozycji, po ostatnich wyborach szybko stał się najwierniejszym poplecznikiem Cholewki. Przemiana ta nie była bezinteresowna. Radny niemal na każdej sesji atakował mnie i urzędników, na ogół obnażając własną niewiedzę, arogancko traktował innych radnych. Wreszcie z Cholewką doprowadził do rozwalenia budżetu i interwencji Regionalnej Izby Obrachunkowej. Po raz pierwszy w historii Rada Miejska podjęła niezgodną z prawem uchwałę budżetową i zawdzięczamy to właśnie Janasowi. Dla radnych nie jest tajemnicą, że w zamian za poparcie Janas wystąpił z konkretnymi żądaniami do Cholewki i miał objąć specjalnie dla niego utworzone stanowisko trzeciego wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej, którego nigdy wcześniej nie powoływano. Takie stanowisko to nie tylko prestiż (zresztą niewielki, bo trzeci wice w praktyce nie miałby szans prowadzenia obrad), ale przede wszystkim… większa dieta. Czy możliwy był jeszcze większy upadek dawnego “opozycjonisty”? Po przegranej sesji nadzwyczajnej Janas pod moim wpisem na FB ogłosił, że wspierając Cholewkę „zachował twarz”, choć większość obserwatorów miała wrażenie odmienne. Warto na koniec odnotować, że w kampanii publicznego dyskredytowania nowego przewodniczącego Rady Miejskiej biorą obaj rzecznicy komitetu wyborczego Nowoczesny Samorząd – dyspozycyjni “blogerzy” Targosz i Gładysz. Janas i wymienieni startowali w ostatnich wyborach z Nowoczesnego Samorządu właśnie. Kandydatem tego komitetu i przedstawicielem w Radzie Miejskiej jest również… Robert Malik, którego teraz tak usilnie zwalczają. Widząc to należy sobie zadać pytanie o granice nieprzyzwoitości w lokalnej polityce. Wymienieni panowie, m.in. atakując radnego, którego w wyborach popierali i “sprzedawali” mieszkańcom jako najlepszy możliwy wybór, już dawno te granice przekroczyli.
  4. Jak to było z odwołaniem Cholewki?

    <p style="text-align: justify;"><b>W Radzie Miejskiej nastąpiła długo oczekiwana zmiana na stanowisku przewodniczącego. Józefa Cholewkę zastąpił Robert Malik. Grupa radnych z marionetkowego klubu PiS ogłosiła, że wybór Malika odbył się niezgodnie z prawem. Wspierają ich portal Wadowice 24, radny Janas i… studentka prawa. Co zrobi Wojewoda?</b></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Na wstępie wyznam, że mam pewien problem. W Wadowicach pełniłem funkcję niezależnego blogera – dziennikarza obywatelskiego demaskującego manipulacje władzy i jej sprzedajnych mediów, pozatrudnianych na etatach. Teraz sam piastuję stanowisko, ale lokalne media, wspierane zresztą przez aspirujących do stanowisk rozmaitych “blogerów”, a wcześniej rzeczników różnych kandydatów w wyborach, nadal dezinformują. </span><span style="font-weight: 400;">Traci na tym opinia publiczna, która z wieloma faktami po prostu nie ma gdzie i jak się zapoznać. Dlatego, choć to i czasochłonne i nie do końca wygodne, muszę niekiedy skomentować sytuacje, w których biorę udział i jestem świadkiem.</span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">A to, co wydarzyło się 31 sierpnia w sali nr 19 Urzędu Miejskiego w Wadowicach, zdarzenia wcześniejsze i to, co dopiero się wydarzy, jest niezmiernie ciekawe i ważne dla naszej lokalnej, ale nie tylko, społeczności.</span></p> <p style="text-align: justify;"><strong>Przebieg sesji nadzwyczajnej</strong></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Wszystko zaczęło się od tego, że grupa 7 radnych złożyła wniosek o odwołanie przewodniczącego Rady Miejskiej. Dla chyba nikogo nie ulega wątpliwości, że Józef Cholewka nigdy przewodniczącym nie powinien zostać, a dwa lata kierowania przez niego pracami Rady Miejskiej to ciągłe awantury, buksowanie w miejscu i różne próby sabotowania pożytecznych przedsięwzięć. Kulminacją rządów Cholewki była <a href="http://www.burmistrzklinowski.pl/2016/02/kompromitacja-radnych-janasa-i-cholewki/"target="_blank">awantura wokół uchwały budżetowej, kiedy to radni Janas i Cholewka doprowadzili do podjęcia przez Radę nieważnej uchwały.</a> </span><span style="font-weight: 400;">To chyba wówczas dla większości pozostałych radnych stało się jasne, że Cholewka nie powinien dłużej sprawować swojej funkcji. </span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">W następstwie złożenia wniosku Cholewka nie miał wyjścia i zwołał sesję Rady Miejskiej w dacie we wniosku wskazanej. </span><span style="font-weight: 400;">Przez 7 dni, do głosowania 31 sierpnia, trwały zabiegi przewodniczącego o zachowanie swojego stanowiska. W zabiegach tych odegrał niepoślednią rolę jego najbliższy sojusznik – radny Paweł Janas. <strong>Janas osobiście obdzwaniał radnych i przekonywał do poparcia Cholewki</strong>. Dlaczego? O tym poniżej.</span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Ogłoszoną prawidłowo i zwołaną sesję otworzył przewodniczący Cholewka, który zarządził głosowanie nad porządkiem obrad, a po jego przyjęciu przez radnych przystąpił do realizacji pierwszego punktu porządku obrad, czyli głosowania w przedmiocie odwołania przewodniczącego Rady.</span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Cholewka w ostatnim słowie przeprosił radnych za to, że często ich obrażał, po czym natychmiast zrugał radnego Pawła Krasę domagającego się przywołania do porządku obecnych na sali dziennikarzy, którzy uniemożliwiali zachowanie tajności głosowania. Tym samym utwierdził w słuszności swojego odwołania tych radnych, którzy jeszcze może się wahali. Doszło do głosowania, które Cholewka i Janas przegrali stosunkiem 11:9 (radna Maria Zadora jest chora i nie uczestniczy w obradach). Cholewkę oprócz Janasa poparł również klubu PiS i Tomasz Bąk, radny z Choczni.</span></p> <p><iframe src="https://www.youtube.com/embed/Ysi3okSld1U?rel=0"width="640" height="360" frameborder="0" allowfullscreen="allowfullscreen"></iframe></p> <p style="text-align: justify;"><strong>Obstrukcja, czyli “udany” plan</strong></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Okazało się jednak, że przegrani przygotowali “plan” na wypadek przegranego głosowania. Po odwołaniu przewodniczącego jego zastępca miał opuścić salę obrad i w ten sposób uniemożliwić dalsze obrady Rady. Plan ten okazał się równie „udany” jak wcześniejsze wspólne przedsięwzięcia Cholewki i Janasa. </span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Otto Gurdek, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, nie powrócił więc na salę obrad po przerwie, informując mijanych na korytarzu radnych, że porzuca swoje obowiązki i idzie do domu. </span><span style="font-weight: 400;">W tym momencie na<strong> sali zabrakło osoby, która mogłaby poprowadzić dalej obrady, ani nawet je przerwać</strong>. Należało więc przez analogię zastosować art. 19 ust. 8 ustawy o samorządzie gminnym. Przepis ten mówi, że najstarszy wiekiem radny obejmuje prowadzenie sesji, o ile wyrazi na to zgodę. Radna Tkacz, Kaczyńska, a później Ficek i Cholewka nie zgodzili się na objęcie funkcji prowadzącego obrady. W tej sytuacji radny Paweł Stopa, wskazany przez pracowników Biura Rady jako następny w kolejności starszeństwa radny, zarządził głosowanie nad wyborem nowego przewodniczącego. Była to w istocie czynność techniczna, nie mająca żadnego wpływu na podejmowane później i wcześniej uchwały Rady Miejskiej.</span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Ludzie Cholewki na czele z Janasem wyglądali na zaskoczonych. Jak można się domyślać, liczyli na paraliż obrad i ich przerwanie, nie mając nawet przygotowanego kandydata na nowego przewodniczącego. Radny Janas próbował dyskutować, że sesja powinna zostać przerwana i zwołana przez Wojewodę, ale finalnie jedynie “wyłączył się z głosowania” w geście sprzeciwu. P</span><span style="font-weight: 400;">rzepisy prawa nie znają takiej instytucji jak “wyłączenie się radnego”, a udział w głosowaniach jest wręcz jego obowiązkiem. Oczywiście nikt z ludzi Cholewki nie skrytykował również zachowania wiceprzewodniczącego Otto Gurdka, który porzucił swoje obowiązki i poszedł do domu celem zerwania obrad. Jeżeli ktoś złamał prawo, <strong>był to przede wszystkim sam wiceprzewodniczący Gurdek</strong>.</span></p> <p><img class="alignleft size-full wp-image-3359" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-001.jpg"alt="Interwencja PIS-page-001" width="1240" height="1753" srcset="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-001-212x300.jpg 212w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-001-768x1086.jpg 768w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-001-724x1024.jpg 724w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-001.jpg 1240w" sizes="(max-width: 1240px) 100vw, 1240px" /></p> <p style="text-align: justify;"><img class="alignleft size-full wp-image-3358" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-002.jpg"alt="Interwencja PIS-page-002" width="1240" height="1753" srcset="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-002-212x300.jpg 212w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-002-768x1086.jpg 768w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-002-724x1024.jpg 724w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Interwencja-PIS-page-002.jpg 1240w" sizes="(max-width: 1240px) 100vw, 1240px" /></p> <p style="text-align: justify;"><strong>Czy wybór Roberta Malika był legalny?</strong></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">W wyniku przeprowadzonego głosowania nowym przewodniczącym Rady Miejskiej został Robert Malik z 10 głosami poparcia, jednym wstrzymującym się i jednym przeciw. Pozostali radni oddali głosy nieważne bądź nie głosowali.</span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Natychmiast po sesji portal Wadowice24 ustami asystenta poprzedniej burmistrz ogłosił, że wybór jest nielegalny. Płaszczyca ze swoimi poplecznikami twierdzili wręcz, że istnieją obecnie dwie Rady Miejskie: jedna prawomocna z Cholewką na czele i druga – uzurpatorów z Malikiem. Swoje “fachowe” przemyślenia wsparli nawet opinią ekspercką – szerzej nieznanej studentki prawa. Ten upór w podważaniu decyzji radnych byłby nawet śmieszny, gdyby nie to, że w szerzone przez wymienionych bzdury mogła uwierzyć część czytelników.</span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Uchwałę o wyborze przewodniczącego do Wojewody zaskarżyła Zofia Kaczyńska – w imieniu klubu PiS. W podpisanym przez nią piśmie zarzucono radnym, że prowadzili obrady nie czekając na wiceprzewodniczącego Otto Gurdka, który postanowił nawiać do domu. Skargę na to podpisał sam Gurdek, członek klubu PiS, poświadczając tym samym nieprawdę.</span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Taka argumentacja nie ma oczywiście żadnych szans powodzenia w sądzie, bo w analogicznych sytuacjach te już się wypowiadały, przecząc możliwości kwestionowania uchwał podejmowanych pod nieobecność przewodniczących. Zresztą, w opisanym przypadku sesji nadzwyczajnej zwołano ją prawidłowo – przez przewodniczącego Cholewkę, prowadzono ją według przyjętego przez radnych porządku obrad, a wobec absencji wiceprzewodniczących nie tylko nie można było obrad przerwać, ale nawet zarządzić przerwy bez wybrania kogoś, kto rolę prowadzącego obrady mógłby objąć. Zgodnie z przepisami prawa taką osobą powinien być radny w kolejności starszeństwa. </span></p> <p style="text-align: justify;"><b>Czy Wojewoda naruszy suwerenność samorządu?</b></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Oczywiście skarga Kaczyńskiej, choć prawnie nonsensowna, ma swój wymiar polityczny. Skarży się przecież sama Zofia Kaczyńska, przewodnicząca klubu PiS, a rozpatrywać skargę będzie Wojewoda z tego samego politycznego ugrupowania. Choć logika politycznej gry podpowiada, że PiS może nie chcieć utracić miejsca przewodniczącego Rady Miejskiej, <strong>n</strong></span><span style="font-weight: 400;"><strong>ależy jednak liczyć, że Wojewoda Józef Pilch postąpi zgodnie z prawem </strong>i nie będzie kwestionował wyboru nowego przewodniczącego. </span><span style="font-weight: 400;">Gdyby Wojewoda wybór Malika uznał za nieważny, Radą Miejską kierować będzie Otto Gurdek – z PiS. Ten sam, który nie wykonał ciążących na nim obowiązków uciekając do domu i tym samym próbując uniemożliwić wybór nowego przewodniczącego Radzie. Taka decyzja bez wątpienia prowadzić będzie do głośnego na całą Polskę skandalu. </span></p> <figure id="attachment_3356" style="width: 565px" class="wp-caption aligncenter"><img class="wp-image-3356 size-full" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Janas-Łaski.jpg"alt="" width="565" height="425" srcset="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Janas-Łaski-300x226.jpg 300w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/Janas-Łaski.jpg 565w" sizes="(max-width: 565px) 100vw, 565px" /><figcaption class="wp-caption-text">Paweł Janas pod opieką “muzy opozycji” do końca bronił Józefa Cholewki</figcaption></figure> <p style="text-align: justify;"><b>Radny flaga “zachował twarz”</b></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Na koniec kilka słów o zachowaniu Pawła Janasa, który w ciągu kilku ostatnich miesięcy przekreślił cały swój, niewielki zresztą, dorobek opozycyjny z poprzedniej kadencji.</span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Paweł Janas, choć w poprzedniej kadencji nieśmiało (by nie powiedzieć: tchórzliwie) podłączał się pod inicjatywy opozycji, po ostatnich wyborach szybko stał się najwierniejszym poplecznikiem Cholewki. Przemiana ta nie była bezinteresowna. Radny niemal na każdej sesji atakował mnie i urzędników, na ogół obnażając własną niewiedzę, arogancko traktował innych radnych. Wreszcie z Cholewką doprowadził do rozwalenia budżetu i interwencji Regionalnej Izby Obrachunkowej. <strong>Po raz pierwszy w historii Rada Miejska podjęła niezgodną z prawem uchwałę budżetową i zawdzięczamy to właśnie Janasowi.</strong></span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Dla radnych nie jest tajemnicą, że w zamian za poparcie Janas wystąpił z konkretnymi żądaniami do Cholewki i <strong>miał objąć specjalnie dla niego utworzone stanowisko trzeciego wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej</strong>, którego nigdy wcześniej nie powoływano. Takie stanowisko to nie tylko prestiż (zresztą niewielki, bo trzeci wice w praktyce nie miałby szans prowadzenia obrad), ale przede wszystkim… większa dieta. C</span><span style="font-weight: 400;">zy możliwy był jeszcze większy upadek dawnego “opozycjonisty”? </span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Po przegranej sesji nadzwyczajnej Janas pod moim wpisem na FB ogłosił, że wspierając Cholewkę „zachował twarz”, choć większość obserwatorów miała wrażenie odmienne. </span></p> <div style="clear: both;"></div> <p style="text-align: justify;"><img class="size-full wp-image-3357 aligncenter" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/janas-zachował-twarz.jpg"alt="janas zachował twarz" width="499" height="434" srcset="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/janas-zachował-twarz-300x261.jpg 300w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/09/janas-zachował-twarz.jpg 499w" sizes="(max-width: 499px) 100vw, 499px" /></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Warto na koniec odnotować, że w kampanii publicznego dyskredytowania nowego przewodniczącego Rady Miejskiej biorą obaj rzecznicy komitetu wyborczego <em>Nowoczesny Samorząd</em> – dyspozycyjni “blogerzy” Targosz i Gładysz. Janas i wymienieni startowali w ostatnich wyborach z <em>Nowoczesnego Samorządu</em> właśnie. Kandydatem tego komitetu i przedstawicielem w Radzie Miejskiej jest również… Robert Malik, którego teraz tak usilnie zwalczają. </span></p> <p style="text-align: justify;"><span style="font-weight: 400;">Widząc to należy sobie zadać pytanie o granice nieprzyzwoitości w lokalnej polityce. Wymienieni panowie, m.in. atakując radnego, którego w wyborach popierali i “sprzedawali” mieszkańcom jako najlepszy możliwy wybór, już dawno te granice przekroczyli.</span></p> <a href="http://mateuszklinowski.pl/2016/09/26/jak-to-bylo-z-odwolaniem-cholewki/"class='bbc_url' rel='nofollow external'>Źródło</a>
  5. Pudrowanie mediów narodowych

    Spotkałem Jacka Kurskiego, zamieniliśmy kilka sympatycznych zdań, a potem w ciemnościach sali panelowej słuchałem jego sympatycznych poglądów. I spadła na mnie jasność. Przynajmniej co do tego, jakie zmiany czekają media – do niedawna publiczne. Media publiczne kojarzą się z domem publicznym, czyli burdelem, a Polska to kochająca matka, a nie ciotka-klotka. Matkę trzeba kochać, ale przede wszystkim utrzymywać i słuchać. Dlatego, mocą nocnych dekretów Jarosława, zwanych jeszcze z rozpędu ustawami sejmowymi, media publiczne staną się… Mediami Narodowymi na utrzymaniu Narodu. Daninę niebawem będzie płacił każdy, choć przecież nie każdy to Naród, ale w tym wypadku fakt ten przemilczano. Projektowana, kolejna dobra zmiana nie daje bowiem nikomu możliwości potwierdzenia własnego patriotyzmu czy unarodowienia i zapłacimy ją z rachunkiem za prąd (kilkanaście złotych miesięcznie), niezależnie od koloru skóry. Dodatkowo zapłacą posiadacze anten satelitarnych i gniazdek kablowych, którzy skażają swój narodowy charakter przekazem nienarodowym, zachodnim i dekadenckim. Ale media komercyjne również złożą się na te narodowe – płacąc podatek od sprzedawanych reklam. W ten sposób zbudowana zostanie finansowa baza zdrowych, rdzennie polskich redakcji. Dzisiaj baza jest chora z winy (oczywiście!) Tuska, który nakłaniał Polaków do zaniechania finansowania publicznych mediów abonamentem.* A że Kaszub miał oczy wilcze, Polaków zahipnotyzował… Finansowanie to jedno, ale to tylko środek do ostatecznego celu. Jest nim oczywiście wytworzenie przekazu narodowego, godnościowego, nadkolannego. Kurski hojnie podzielił się z nami swoimi pomysłami na narodowe treści. Obecnie w telewizji dominują produkcje obce i takiż przekaz. W radio zagraniczne piosenki, newsy też zagraniczne. Narzuca się nam język Zachodu, a z nim wmawia jego problemy – problem migracyjny, czy globalne ocieplenie. Homogeniczni Katolicy problemu imigrantów nie mają, a globalne ocieplenie jedynie wspomoże polskie rolnictwo, otwierając je na winnice i palmy kokosowe. No i nasz rdzenny Bałtyk będzie cieplejszy. Szczególną uwagę prezes TVP poświęcił ukrytej narracji niemieckiej mediów publicznych. Koronnym przykładem posłużył film “Nasze matki, nasi ojcowie”, który szeroko godził w Naród (tę nieszczęsną opinię podzielali również niektórzy moi koledzy prawnicy – publikując na ten temat dość komiczne rozważania). Naród musiał ten film oglądać, a nawet robił to chętnie. Czas więc czasu honoru i produkcji narodowej, która polską racją stanu i prawdą historyczną skolonizuje wrogi nam dzisiaj Zachód. Zapowiedzi poszczególnych produkcji padły. Będzie film o największym z bohaterów – Lechu Kaczyńskim, człowieku, którego prawdziwej twarzy nie znaliśmy, co odkryto niedawno. Będzie serial o żołnierzach wyklętych – wszystkich, bowiem jego bohaterem będzie żołnierz wyklęty w wersji ultimate – kompilacja wszystkich wyklęciuchów. Będzie walka o tożsamość i hodowla zdrowej tkanki narodowej, a później jej przeszczep na cały świat. W ten sposób Polska obejmie całą Ziemię, a wszyscy staną się Polakami. I to wszystko z rachunków za prąd. Mam pewne wątpliwości co do powodzenia tego szatańskiego w swej pomysłowości planu. Być może bowiem obca narracja nie tyle trafiała do Polaków, ponieważ brakowało im narodowego wyrobienia czy wzmożenia, ale dlatego, że prezentowała dobre kino i niosła wartości uniwersalne. Wyobrażam sobie, że dobrą historię można opowiedzieć zarówno z punktu widzenia członka SS, jak i jego ofiary. Kino narodowe, wyklęte, które z zasady ma służyć wypełnieniu określonych zadań propagandowych, skazane jest na porażkę. A każda złotówka wydana z kieszeni podatnika na narodowe produkcje będzie złotówką zmarnowaną. Mamy przecież aktualny przykład tej sytuacji – film Smoleńsk ma szansę okazać się większą katastrofą, niż wypadek, który portretuje. Dopchany kolanem pomnik Lecha Kaczyńskiego przed Urzędem Wojewódzkim przejdzie do historii wykorzystania karbonitu. Itd. Słabe kadry, kiepscy dziennikarze, marni filmowcy, donoszący aktorzy i leworęczni politycy – zaciąg Dobrej Zmiany zgromadzony w PiS nie będzie nigdy w stanie wyprodukować czegoś wartościowego. To najprostsza z możliwych diagnoz tej niefortunnej sytuacji. Z kolei narodowe treści, które miano by produkować, promować i eksportować, są na tyle mało uniwersalne i nośne, że pachnąc boczkiem i kiełbasą z trudem skuszą utalentowanych, by brali je do ust lub chociaż na niesione przez siebie sztandary. Ambitny i tyleż utopijny projekt Kurskiego skazany jest na porażkę niejako z definicji – niewłaściwie definiując środki, które prowadzić mają do wątpliwego zresztą celu. Gwoli ścisłości, Kurski mówił też rzeczy, z którymi trudno było się nie zgodzić, ale wyciągał z nich wnioski zupełnie dowolne. Słuchając go miałem wrażenie, że mógłby z równym zaangażowaniem mówić tezy przeciwne, wciąż pozostając sobą. Publiczność szybko to wyłapała i wystąpienie prezesa TVP okraszone było sarkastycznymi docinkami i zabawnymi komentarzami z sali, o ile w ogóle wystąpienie to kogoś interesowało (większości uczestników Kongresu Samorządów nie interesowało wcale). Padło też fundamentalne pytanie z sali. Uczestnik spotkania przytomnie zauważył, że dla budowy silnych mediów (mniejsza nawet o to, czy narodowych) podstawowe znaczenie ma niezależność i rzetelność dziennikarska, czyli coś, czego media publiczne zostały w ostatnim czasie w sposób ostentacyjny pozbawione. Kurski zripostował, że nawet w opresyjnym systemie PRL’u sędziowie zachowali swoją niezależność, bo jego mama (sędzina) komunie się nie kłaniała. Wynika z tego, że jeżeli Telewizja Polska będzie zatrudniała nieusuwalnych sędziów na stanowiskach dziennikarzy, to nawet jeżeli Jarosław Kaczyński zachowa się jak Gomułka, to TVP ma szanse przejawiać niezależność. I niestety nic więcej z tego już nie wynika. W gruncie rzeczy całe to pieprzenie o mediach narodowych ma jedynie przypudrować fakt, że w imię reformy i naprawy duże i liczące się w Polsce redakcje poddano całkowicie kontroli partyjnej, a niezależne dziennikarstwo, wraz z rzetelnością i innymi cechami przynależnymi zawodowi dziennikarza, po prostu w mediach publicznych zlikwidowano. Podstawową funkcją semantycznego unarodowienia Telewizji Publicznej jest przypisanie tej instytucji pozytywnych konotacji wciąż wiążących się w umysłach wielu obywateli z pojęciem “narodu”, a oddalenie tych, które łączą się z terminem “partia”. Nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że Jacek Kurski tworzy przede wszystkim media partyjne, a nie żadne narodowe. Podobnie zresztą, jak Jarosław tworzy Polskę partyjną, choć skok na stanowiska i spółki jego pretorianie szumnie nazywają wstawaniem z kolan. No, chyba, że partia to naród, ale to już temat na zupełnie inny wpis i historię. Na marginesie, samo pojęcie narodu jest pojęciem dzisiaj niezbyt aktualnym i raczej już archaizmem na gruncie nauk politycznych – używanie go od opisy przemian społecznych i politycznych we współczesnym świecie nie gwarantuje pożądanego stopnia adekwatności. Co z tego, skoro język współczesnej polskiej polityki odmienia “naród” przez wszystkie przypadki? Poza tym, narodowa katastrofa nadal pozostaje katastrofą, choćby urosła do rangi pomnika, popiersia, czy narzutowego głazu. *) Z tego co pamiętam, był to czas, kiedy mediami publicznymi rządziła zdaje się koalicja PiS, Samoobrona, SLD, ale Tusk zamiast nocą przegłosować jakąś ustawę, co zrobił teraz PiS, po prostu respektował zastaną i sankcjonowaną rozwiązaniami prawnymi sytuację – w zamian nawołując do bojkotu finansowego nierzetelnych jego zdaniem mediów publicznych. Nawoływanie do bojkotu, przy założeniu, że ludzie nawoływani i tak decydują sami, jest zabiegiem zupełnie innego rodzaju, niż nocne Sejmu balety, których doświadczamy obecnie pod hasłem odnowy moralnej.
  6. Pudrowanie mediów narodowych

    <p style="text-align: justify;">Spotkałem Jacka Kurskiego, zamieniliśmy kilka sympatycznych zdań, a potem w ciemnościach sali panelowej słuchałem jego sympatycznych poglądów. I spadła na mnie jasność. Przynajmniej co do tego, jakie zmiany czekają media – do niedawna publiczne.</p> <p style="text-align: justify;">Media publiczne kojarzą się z domem publicznym, czyli burdelem, a Polska to kochająca matka, a nie ciotka-klotka. Matkę trzeba kochać, ale przede wszystkim utrzymywać i słuchać. Dlatego, mocą nocnych dekretów Jarosława, zwanych jeszcze z rozpędu ustawami sejmowymi, media publiczne staną się… <em>Mediami Narodowymi</em> na utrzymaniu <em>Narodu</em>. Daninę niebawem będzie płacił każdy, choć przecież nie każdy to <em>Naród</em>, ale w tym wypadku fakt ten przemilczano. Projektowana, kolejna <em>dobra zmiana </em>nie daje bowiem nikomu możliwości potwierdzenia własnego patriotyzmu czy unarodowienia i zapłacimy ją z rachunkiem za prąd (kilkanaście złotych miesięcznie), niezależnie od koloru skóry. Dodatkowo zapłacą posiadacze anten satelitarnych i gniazdek kablowych, którzy skażają swój narodowy charakter przekazem nienarodowym, zachodnim i dekadenckim. Ale media komercyjne również złożą się na te <em>narodowe</em> – płacąc podatek od sprzedawanych reklam.</p> <p style="text-align: justify;">W ten sposób zbudowana zostanie finansowa baza zdrowych, rdzennie polskich redakcji. Dzisiaj baza jest chora z winy (oczywiście!) Tuska, który nakłaniał Polaków do zaniechania finansowania publicznych mediów abonamentem.* A że Kaszub miał oczy wilcze, Polaków zahipnotyzował…</p> <p style="text-align: justify;">Finansowanie to jedno, ale to tylko środek do ostatecznego celu. Jest nim oczywiście wytworzenie przekazu narodowego, godnościowego, nadkolannego. Kurski hojnie podzielił się z nami swoimi pomysłami na narodowe treści. Obecnie w telewizji dominują produkcje obce i takiż przekaz. W radio zagraniczne piosenki, newsy też zagraniczne. Narzuca się nam język Zachodu, a z nim wmawia jego problemy – problem migracyjny, czy globalne ocieplenie. Homogeniczni Katolicy problemu imigrantów nie mają, a globalne ocieplenie jedynie wspomoże polskie rolnictwo, otwierając je na winnice i palmy kokosowe. No i nasz rdzenny Bałtyk będzie cieplejszy.</p> <p style="text-align: justify;">Szczególną uwagę prezes TVP poświęcił ukrytej narracji niemieckiej mediów publicznych. Koronnym przykładem posłużył film “Nasze matki, nasi ojcowie”, który szeroko godził w <em>Naród</em> (tę nieszczęsną opinię podzielali również niektórzy moi koledzy prawnicy – publikując na ten temat dość komiczne rozważania). <em>Naród</em> musiał ten film oglądać, a nawet robił to chętnie. Czas więc czasu honoru i produkcji narodowej, która polską racją stanu i prawdą historyczną skolonizuje wrogi nam dzisiaj Zachód.</p> <p style="text-align: justify;">Zapowiedzi poszczególnych produkcji padły. Będzie film o największym z bohaterów – Lechu Kaczyńskim, człowieku, którego prawdziwej twarzy nie znaliśmy, co odkryto niedawno. Będzie serial o żołnierzach wyklętych – wszystkich, bowiem jego bohaterem będzie żołnierz wyklęty w wersji <em>ultimate</em> – kompilacja wszystkich wyklęciuchów. Będzie walka o tożsamość i hodowla zdrowej tkanki narodowej, a później jej przeszczep na cały świat. W ten sposób Polska obejmie całą Ziemię, a wszyscy staną się Polakami. I to wszystko z rachunków za prąd.</p> <p style="text-align: justify;">Mam pewne wątpliwości co do powodzenia tego szatańskiego w swej pomysłowości planu. Być może bowiem <em>obca narracja</em> nie tyle trafiała do Polaków, ponieważ brakowało im narodowego wyrobienia czy wzmożenia, ale dlatego, że prezentowała dobre kino i niosła wartości uniwersalne. Wyobrażam sobie, że dobrą historię można opowiedzieć zarówno z punktu widzenia członka SS, jak i jego ofiary. Kino narodowe, wyklęte, które z zasady ma służyć wypełnieniu określonych zadań propagandowych, skazane jest na porażkę. A każda złotówka wydana z kieszeni podatnika na narodowe produkcje będzie złotówką zmarnowaną.</p> <p style="text-align: justify;">Mamy przecież aktualny przykład tej sytuacji – film Smoleńsk ma szansę okazać się większą katastrofą, niż wypadek, który portretuje. Dopchany kolanem pomnik Lecha Kaczyńskiego przed Urzędem Wojewódzkim przejdzie do historii wykorzystania karbonitu. Itd. Słabe kadry, kiepscy dziennikarze, marni filmowcy, donoszący aktorzy i leworęczni politycy – zaciąg Dobrej Zmiany zgromadzony w PiS nie będzie nigdy w stanie wyprodukować czegoś wartościowego. To najprostsza z możliwych diagnoz tej niefortunnej sytuacji.</p> <p style="text-align: justify;">Z kolei narodowe treści, które miano by produkować, promować i eksportować, są na tyle mało uniwersalne i nośne, że pachnąc boczkiem i kiełbasą z trudem skuszą utalentowanych, by brali je do ust lub chociaż na niesione przez siebie sztandary. Ambitny i tyleż utopijny projekt Kurskiego skazany jest na porażkę niejako z definicji – niewłaściwie definiując środki, które prowadzić mają do wątpliwego zresztą celu.</p> <p style="text-align: justify;">Gwoli ścisłości, Kurski mówił też rzeczy, z którymi trudno było się nie zgodzić, ale wyciągał z nich wnioski zupełnie dowolne. Słuchając go miałem wrażenie, że mógłby z równym zaangażowaniem mówić tezy przeciwne, wciąż pozostając sobą. Publiczność szybko to wyłapała i wystąpienie prezesa TVP okraszone było sarkastycznymi docinkami i zabawnymi komentarzami z sali, o ile w ogóle wystąpienie to kogoś interesowało (większości uczestników Kongresu Samorządów nie interesowało wcale).</p> <p style="text-align: justify;">Padło też fundamentalne pytanie z sali. Uczestnik spotkania przytomnie zauważył, że dla budowy silnych mediów (mniejsza nawet o to, czy narodowych) <strong>podstawowe znaczenie ma niezależność i rzetelność dziennikarska, czyli coś, czego media publiczne zostały w ostatnim czasie w sposób ostentacyjny pozbawione.</strong> Kurski zripostował, że nawet w opresyjnym systemie PRL’u sędziowie zachowali swoją niezależność, bo jego mama (sędzina) komunie się nie kłaniała. Wynika z tego, że jeżeli Telewizja Polska będzie zatrudniała nieusuwalnych sędziów na stanowiskach dziennikarzy, to nawet jeżeli Jarosław Kaczyński zachowa się jak Gomułka, to TVP ma szanse przejawiać niezależność. I niestety nic więcej z tego już nie wynika.</p> <p style="text-align: justify;">W gruncie rzeczy <strong>całe to pieprzenie o mediach narodowych ma jedynie przypudrować fakt, że w imię reformy i naprawy duże i liczące się w Polsce redakcje poddano całkowicie kontroli partyjnej, a niezależne dziennikarstwo, wraz z rzetelnością i innymi cechami przynależnymi zawodowi dziennikarza, po prostu w mediach publicznych zlikwidowano.</strong> Podstawową funkcją semantycznego <em>unarodowienia</em> Telewizji Publicznej jest przypisanie tej instytucji pozytywnych konotacji wciąż wiążących się w umysłach wielu obywateli z pojęciem “narodu”, a oddalenie tych, które łączą się z terminem “partia”. Nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że Jacek Kurski tworzy przede wszystkim media partyjne, a nie żadne narodowe. Podobnie zresztą, jak Jarosław tworzy Polskę partyjną, choć skok na stanowiska i spółki jego pretorianie szumnie nazywają <em>wstawaniem z kolan</em>. No, chyba, że partia to naród, ale to już temat na zupełnie inny wpis i historię.</p> <p>Na marginesie, samo pojęcie narodu jest pojęciem dzisiaj niezbyt aktualnym i raczej już archaizmem na gruncie nauk politycznych – używanie go od opisy przemian społecznych i politycznych we współczesnym świecie nie gwarantuje pożądanego stopnia adekwatności. Co z tego, skoro język współczesnej polskiej polityki odmienia “naród” przez wszystkie przypadki?</p> <p style="text-align: justify;">Poza tym, <em>narodowa</em> katastrofa nadal pozostaje katastrofą, choćby urosła do rangi pomnika, popiersia, czy narzutowego głazu.</p> <p style="text-align: justify;">*) Z tego co pamiętam, był to czas, kiedy mediami publicznymi rządziła zdaje się koalicja PiS, Samoobrona, SLD, ale Tusk zamiast nocą przegłosować jakąś ustawę, co zrobił teraz PiS, po prostu respektował zastaną i sankcjonowaną rozwiązaniami prawnymi sytuację – w zamian nawołując do bojkotu finansowego nierzetelnych jego zdaniem mediów publicznych. Nawoływanie do bojkotu, przy założeniu, że ludzie nawoływani i tak decydują sami, jest zabiegiem zupełnie innego rodzaju, niż nocne Sejmu balety, których doświadczamy obecnie pod hasłem odnowy moralnej.</p> <a href="http://mateuszklinowski.pl/2016/04/17/pudrowanie-mediow-narodowych/"class='bbc_url' rel='nofollow external'>Źródło</a>
  7. <p><img class="alignleft wp-image-3378" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2015/10/Wyrok-JAF-837x1024.jpg"alt="Wyrok JAF" width="637" height="780" /></p> <p style="text-align: justify;"><strong>Nadrabiam zaległości blogowe, a nazbierało się ich sporo. W pierwszej kolejności sprawa procesu sądowego z rodziną Frączek, wadowickich restauratorów spod znaku wina, pizzy i parkingu. Proces o rzekome naruszenie dóbr osobistych ich firmy JAF Inwestycje (czyli Jan i Anna Frączek) zakończył się dla mnie pomyślnie – pozew oddalono, a wyrok pod koniec października uprawomocnił się w II instancji.</strong></p> <p style="text-align: justify;">Po niemal roku procesu, przesłuchaniu licznych świadków obu stron i przeczytaniu stert dokumentów Sąd Okręgowy w Krakowie przyznał mi rację i oddalił pozew o naruszenie dóbr osobistych spółki JAF. Państwo Frączek poprzez swoją firmę żądali w nim ode mnie sążnistych przeprosin, <strong>20 000 zł</strong> zadośćuczynienia dla siebie oraz nawiązki <strong>20 000 zł</strong> na rzecz stowarzyszenia Dać Szansę byłego starosty, obecnie radnego powiatowego Jacka Jończyka (w wadowickiej polityce nie dzieje się przypadkiem).</p> <p style="text-align: justify;">Był to proces bardzo ciekawy, nie tylko ze względu na zeznania świadków strony powodowej – urzędników Urzędu Miejskiego w Wadowicach (dzisiaj już tam nie pracują). Po pierwsze, do rzekomego naruszenia dóbr osobistych spółki miało dojść poprzez sprostowanie materiału prasowego opublikowanego na łamach Kroniki Beskidzkiej. W tekście „Afery nie było” przedstawiono mnie jako niepoważnego krzykacza, którego zarzutom ani prokuratura, ani sąd nie przyznały racji. Postanowiłem więc przybliżyć czytelnikom fakty.</p> <div id="attachment_2995" style="width: 610px" class="wp-caption alignnone"><a href="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2014/04/Kronika-Beskidzka-Afera-jednak-była.jpg"><imgclass="wp-image-2995 " src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2014/04/Kronika-Beskidzka-Afera-jednak-była.jpg" alt="To właśnie sprostowanie stanowi rzekome naruszenie dóbr osobistych spółki JAF Inwestycje " width="600" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">Sprostowanie opublikowane przez Kronikę Beskidzką rzekomo naruszyło renomę spółki JAF Inwestycje</p></div> <p style="text-align: justify;">W reakcji na ten tekst pozwała mnie spółka JAF, czyli sami Frączkowie. Twierdzili, że zarzucam im „aferę” i podaję nieprawdziwe informacje, bo restauracja posiadała wszystkie odbiory, a miejska działka jest dzierżawiona za stawki rynkowe. Wszystko to miałem czynić z niskich pobudek, by zniszczyć ich jako przedsiębiorców, a moja pisanina spowodowała, że gorzej sprzedaje się pizza. Frączkowie twierdzili również, że ich restauracja cieszy się mniejszym zainteresowaniem, bo z jej usług zrezygnował… Urząd Miejski, który nie organizuje już tam imprez.</p> <p style="text-align: justify;">Akcja sądowa była skoordynowana – w tym samym czasie prywatny akt oskarżenia złożyła burmistrz Wadowic, a obecnie posłanka PIS. Ewa Filipiak zarzucała mi z kolei pomówienie – w tej samej sprawie. Współpraca trwała zresztą również w okresie kampanii wyborczej do samorządu, gdzie Ogrodowa wyraźnie opowiedziała się po stronie przegranej burmistrz, a rzecznik Kotarba spotykał się z Frączkami w restauracji i w imieniu „młodych pracowników Ogrodowej” redagował słynne listy otwarte.</p> <p style="text-align: justify;">Przed sądem wykazałem prawdziwość twierdzeń na temat byłej burmistrz Wadowic, jej związków z Ogrodową i jej właścicielami, nieprawidłowości w procesie dzierżawienia gminnej działki na rzecz właścicieli Ogrodowej, jak również innych nieprawidłowości związanych z restauracją (użytkowanie bez pozwoleń restauracji i parkingu, uzyskanie mimo to zgody na podawanie alkoholu w lokalu, wódczana libacja z urzędnikami) – podpierając się dokumentami i zeznaniami świadków. Moje zarzuty potwierdził też audyt, czego następstwem jest złożone przez RIO zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez poprzednią burmistrz. Zarzuty nie formułowałem jako osoba prywatna, ale radny komisji rewizyjnej, którego obowiązkiem była kontrola postępowania burmistrza i Urzędu Miejskiego.</p> <p style="text-align: justify;">W czasie postępowania sądowego Jan i Anna Frączek zarzucali mi, że spowodowałem spadek obrotów w ich restauracji. Jednak biznesmeni dowodzili tego nie za pomocą dokumentów, ale powołanych przez siebie świadków – urzędników. Kolejno zeznawali Stanisław Kotarba, Piotr Hajnosz, Anna Makuch, Marcin Płaszczyca (po stracie pracy w UM zaczął pracować w Ogrodowej – co zeznała Anna Frączek). Zeznania zakrawały na kpinę. Urzędnicy twierdzili, że do Ogrodowej w ogóle nie chodzą, ale widząc ją z pewnej odległości, a ponieważ restauracja jest przeszklona, potrafią ocenić, że pojawia się w niej coraz mniej osób.</p> <div id="attachment_3400" style="width: 610px" class="wp-caption alignleft"><a href="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/02/2013.03.29-PINB-parking-widmo.jpg"><imgclass="wp-image-3400 " src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/02/2013.03.29-PINB-parking-widmo-973x1024.jpg" alt="" width="600" height="632" /></a><p class="wp-caption-text">Przez wiele lat parking przy Ogrodowej stanowił samowolę. PINB nie reagował. Po ustaniu dzierżawy na rzecz właścicieli restauracji stwierdził jednak, że nowa budowla zagraża życiu i zdrowiu poprzez niewłaściwe wyrysowanie linii. I parking dla mieszkańców zamknął.</p></div> <p style="text-align: justify;">Piotr Hajnosz podnosił nawet, że skoro przestał do restauracji chodzić „z kolegami”, to z konieczności oznacza to, że do Ogrodowej chodzi mniej osób. Mniej o samego Piotra. Trudno z tym polemizować, prawda? Jedynie Marcin Płaszczyca przyznał, że nadal jest stałym gościem restauracji, ale nie potrafił powiedzieć, czy używana była jej większa część – właśnie ta przez wiele lat nieodebrana i stanowiąca plac budowy. Redaktor siedzi bowiem w miejscu, gdzie widok na większą część restauracji zasłania mu filar. Za zamawiane dla siebie jedzenie i picie zawsze płaci sam.</p> <p style="text-align: justify;">Powołani z kolei przeze mnie świadkowie opowiadali o tym, że na placu budowy jednak biesiadowali, a także pili wódkę z urzędnikami w czasie oficjalnych miejskich imprez odbywających się w restauracji. Libacje odbywały się na koszt podatnika, bo jak skądinąd wiemy, w Ogrodowej poprzednia burmistrz wydawała dziesiątki tysięcy złotych. Słysząc te zeznania Anna Frączek „sprytnie” ripostowała, że w butelkach w kształcie butelek wódki podawała likier o smaku wódki – niskoprocentowy. I to pomimo tego, że Jan Frączek wyznał kiedyś w przypływie szczerości, że do golonki „musiał podać wódkę, bo tak nakazuje staropolski zwyczaj i gościnność”. Było naprawdę zabawnie.</p> <div id="attachment_3401" style="width: 611px" class="wp-caption alignleft"><a href="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/02/2013.06.17-PINB-odbiór-Ogrodowej.jpg"><imgclass="wp-image-3401 " src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/02/2013.06.17-PINB-odbiór-Ogrodowej-922x1024.jpg" alt="2013.06.17 - PINB - odbiór Ogrodowej" width="601" height="668" /></a><p class="wp-caption-text">Dopiero w marcu 2013 roku restauracja Ogrodowa została w pełni odebrana. Do tego czasu stanowiła w większej części plac budowy, a uważni klienci mogli nawet zobaczyć wiszącą na jednej ze ścian tablicę informacyjną budowy.</p></div> <p style="text-align: justify;">Kolejnym zaskoczeniem była konieczność wykazania przeze mną opinią biegłego, że stawka, po jakiej Frączkowie dzierżawili miejski grunt była rażąco nierynkowa. Powołany przez sąd na mój koszt rzeczoznawca majątkowy (1000 zł zaliczki) popełniał szkolne błędy metodologiczne na moją niekorzyść (poważnie niedoszacował wartość stawki rynkowej), o których powinienem napisać osobny wpis, ale i tak wykazał, że stawkę 3-krotnie zaniżono. Nie mam pojęcia, do czego sędziemu służyć miał ten dowód, skoro stawki na innych gminnych parkingach w przetargach wahają się pomiędzy 14-27 zł / m2, a Frączkowie początkowo płacili stawkę 0,11 zł, później zwiększoną do 1,05 zł? Sięganie po biegłych w takich duperelnych sprawach stanowi praktykę wymiaru sprawiedliwości, co jedynie zwiększa koszty postępowań płacone przez strony oraz powoduje przewlekłość postępowania. Ostatecznie koszt sporządzenia tej absurdalnej w świetle dostępnych informacji opinii biegłego obciążył pozywających.</p> <p style="text-align: justify;">Wobec przedstawionych przeze mnie solidnych dowodów (dokumenty, zeznania) i bzdur opowiadanych przez świadków strony powodowej, nieprzychylny mi na ogół sędzia Wojciech Żukowski nie miał wyboru i powództwo oddalił. Co ciekawe, jako jeden z dowodów w sprawie przedstawiłem artykuły o tłumach na Ogrodowej pióra… Marcina Płaszczycy. Świadek wyraźnie przeczył w nim tezie, którą Frączkowie chcieli za jego pomocą wykazać przed sądem.</p> <p style="text-align: justify;">W uzasadnieniu wyroku sędzia podniósł, że nie działałem w celu poniżenia rodziny Frączków, tylko w obronie interesu społecznego. Nie przekroczyłem też granic dozwolonej krytyki, bowiem podniesione przeze mnie zarzuty są w ocenie sądu prawdziwe. Podobnie ogłosił sąd II instancji, do którego wpłynęła apelacja JAF.</p> <p style="text-align: justify;">Procesowi przyglądała się grupa moich studentów, dla których była to wymowna lekcja, na jakie postępowania i w jaki sposób marnotrawi się siły i środki wymiaru sprawiedliwości. W międzyczasie sukcesem zakończyłem również sprawę z Ewą Filipiak.</p> <p style="text-align: justify;">Nie muszę chyba dodawać, że o żadnym z tych procesów ani słowa nie napisał „rzetelny” portal Wadowice24. Gdy pozwy i akty oskarżenia wpływały do sądu, Marcin Płaszczyca krzyczał tytułami: „Klinowski pozwany za kłamstwa!”. Teraz swoje mocno lokalne dziennikarstwo sprowadził do opisywania tego, co widzi przez szybę Ogrodowej. Tam usilnie zarabia na kawę, za którą przecież zawsze płaci…</p> <p style="text-align: justify;">O sprawach związanych z Ogrodową i nie tylko przeczytać można więcej na <a href="http://inicjatywawadowice.pl/category/afery-wadowic/ogrodowa/"target="_blank">stronie Inicjatywy Wolne Wadowice</a>.</p> <a href="http://mateuszklinowski.pl/2016/02/04/afera-jednak-byla/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=afera-jednak-byla"class='bbc_url' rel='nofollow external'>Źródło</a>
  8. Nadrabiam zaległości blogowe, a nazbierało się ich sporo. W pierwszej kolejności sprawa procesu sądowego z rodziną Frączek, wadowickich restauratorów spod znaku wina, pizzy i parkingu. Proces o rzekome naruszenie dóbr osobistych ich firmy JAF Inwestycje (czyli Jan i Anna Frączek) zakończył się dla mnie pomyślnie – pozew oddalono, a wyrok pod koniec października uprawomocnił się w II instancji. Po niemal roku procesu, przesłuchaniu licznych świadków obu stron i przeczytaniu stert dokumentów Sąd Okręgowy w Krakowie przyznał mi rację i oddalił pozew o naruszenie dóbr osobistych spółki JAF. Państwo Frączek poprzez swoją firmę żądali w nim ode mnie sążnistych przeprosin, 20 000 zł zadośćuczynienia dla siebie oraz nawiązki 20 000 zł na rzecz stowarzyszenia Dać Szansę byłego starosty, obecnie radnego powiatowego Jacka Jończyka (w wadowickiej polityce nie dzieje się przypadkiem). Był to proces bardzo ciekawy, nie tylko ze względu na zeznania świadków strony powodowej – urzędników Urzędu Miejskiego w Wadowicach (dzisiaj już tam nie pracują). Po pierwsze, do rzekomego naruszenia dóbr osobistych spółki miało dojść poprzez sprostowanie materiału prasowego opublikowanego na łamach Kroniki Beskidzkiej. W tekście „Afery nie było” przedstawiono mnie jako niepoważnego krzykacza, którego zarzutom ani prokuratura, ani sąd nie przyznały racji. Postanowiłem więc przybliżyć czytelnikom fakty. To właśnie sprostowanie stanowi rzekome naruszenie dóbr osobistych spółki JAF InwestycjeW reakcji na ten tekst pozwała mnie spółka JAF, czyli sami Frączkowie. Twierdzili, że zarzucam im „aferę” i podaję nieprawdziwe informacje, bo restauracja posiadała wszystkie odbiory, a miejska działka jest dzierżawiona za stawki rynkowe. Wszystko to miałem czynić z niskich pobudek, by zniszczyć ich jako przedsiębiorców, a moja pisanina spowodowała, że gorzej sprzedaje się pizza. Frączkowie twierdzili również, że ich restauracja cieszy się mniejszym zainteresowaniem, bo z jej usług zrezygnował… Urząd Miejski, który nie organizuje już tam imprez. Akcja sądowa była skoordynowana – w tym samym czasie prywatny akt oskarżenia złożyła burmistrz Wadowic, a obecnie posłanka PIS. Ewa Filipiak zarzucała mi z kolei pomówienie – w tej samej sprawie. Współpraca trwała również w okresie kampanii wyborczej do samorządu, gdzie Ogrodowa wyraźnie opowiedziała się po stronie przegranej burmistrz, a rzecznik Kotarba spotykał się z Frączkami w restauracji i w imieniu „młodych pracowników Ogrodowej” redagował słynne listy otwarte. Przed sądem wykazałem prawdziwość twierdzeń na temat byłej burmistrz Wadowic, jej związków z Ogrodową i jej właścicielami, nieprawidłowości w procesie dzierżawienia gminnej działki na rzecz właścicieli Ogrodowej, jak również innych nieprawidłowości związanych z restauracją (użytkowanie bez pozwoleń restauracji i parkingu, uzyskanie mimo to zgody na podawanie alkoholu w lokalu, wódczana libacja z urzędnikami) – podpierając się dokumentami i zeznaniami świadków. Moje zarzuty potwierdził audyt, czego następstwem jest złożone przez RIO zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez poprzednią burmistrz. Zarzuty nie formułowałem jako osoba prywatna, ale radny komisji rewizyjnej, którego obowiązkiem była kontrola postępowania burmistrza i urzędu miejskiego. W czasie postępowania sądowego państwo Jan i Anna Frączek zarzucali mi, że spowodowałem spadek obrotów w ich restauracji. Biznesmeni dowodzili tego nie za pomocą dokumentów, ale powołanych świadków – urzędników Urzędu Miejskiego. Kolejno zeznawali Stanisław Kotarba, Piotr Hajnosz, Anna Makuch, Marcin Płaszczyca (po stracie pracy w UM zaczął pracować w Ogrodowej – co zeznała Anna Frączek). Zeznania zakrawały na kpinę. Urzędnicy twierdzili, że do Ogrodowej nie chodzą (przedstawiłem zdjęcia, z których wynikało jednak co innego), bo „kręcę się w pobliżu” i mógłbym ich sfotografować, ale widząc ją z pewnej odległości potrafią ocenić, że w restauracji pojawia się coraz mniej osób. Przez wiele lat parking przy Ogrodowej stanowił samowolę. PINB nie reagował. Po ustaniu dzierżawy na rzecz właścicieli restauracji stwierdził jednak, że nowa budowla zagraża życiu i zdrowiu poprzez niewłaściwe wyrysowanie linii.Piotr Hajnosz podnosił, że skoro w obawie przed pomówieniem go o związki z Ogrodową przestał do niej chodzić „z kolegami”, to z konieczności oznacza to, że do Ogrodowej chodzi mniej osób. Mniej o samego Piotra. Trudno z tym polemizować, prawda? Marcin Płaszczyca przyznał, że jest stałym gościem restauracji, ale nie potrafił powiedzieć, czy używana była jej większa część – właśnie ta przez wiele lat nieodebrana i stanowiąca plac budowy. Siedzi bowiem w miejscy, gdzie widok na większą część restauracji zasłania mu filar. Powołani z kolei przeze mnie świadkowie opowiadali o tym, że na placu budowy jednak biesiadowali, co redaktorowi Płaszczycy umknęło, a także pili wódkę z urzędnikami w czasie oficjalnych miejskich imprez odbywających się w restauracji. Libacje odbywały się na koszt podatnika, bo jak skądinąd wiemy, w Ogrodowej poprzednia burmistrz wydawała dziesiątki tysięcy złotych. Anna Frączek „sprytnie” ripostowała, że w butelkach w kształcie butelek wódki podawała likier o smaku wódki – niskoprocentowy. I to pomimo tego, że Jan Frączek wyznał kiedyś w przypływie szczerości, że do golonki „musiał podać wódkę, bo tak nakazuje staropolski zwyczaj i gościnność”. Było naprawdę zabawnie. Dopiero w marcu 2013 roku restauracja została odebrana w pełnym zakresie. Do tego czasu stanowiła w większej części plac budowy, a uważni klienci mogli nawet zobaczyć wiszącą na jednej ze ścian tablicę budowy. Redaktor Wadowice24 nie widział jej, ponieważ zasłaniał mu ją filar.Dowodem na wadliwość procedur wymiaru sprawiedliwości było również to, że zmuszony zostałem do wykazania opinią biegłego, że stawka, po jakiej Frączkowie dzierżawili miejski grunt była rażąco nierynkowa. Powołany przez sąd na mój koszt rzeczoznawca majątkowy (1000 zł zaliczki) popełniał szkolne błędy metodologiczne na moją niekorzyść (poważnie niedoszacował wartość stawki rynkowej), o których powinienem napisać osobny wpis, ale i tak wykazał, że stawkę 3-krotnie zaniżono. Nie mam pojęcia, do czego sędziemu służyć miał ten dowód, skoro stawki na innych gminnych parkingach w przetargach wahają się pomiędzy 14-27 zł / m2, a Frączkowie początkowo płacili stawkę 0,11 zł, później zwiększoną do 1,05 zł? Obawiam się, że sięganie po biegłych w takich duperelnych sprawach stanowi praktykę wymiaru sprawiedliwości, co jedynie zwiększa koszty postępowań płacone przez strony oraz powoduje przewlekłość postępowania. Ostatecznie koszt sporządzenia tej absurdalnej w świetle dostępnych informacji opinii biegłego obciążył pozywających. Wobec bzdur opowiadanych przez świadków strony powodowej, zeznań moich świadków, opinii biegłego oraz przedstawionych dokumentów, nieprzychylny mi na ogół sędzia Wojciech Żukowski nie miał wyboru i powództwo oddalił. Co ciekawe, jako jeden z dowodów w sprawie przedstawiłem artykuły o tłumach na Ogrodowej pióra… Marcina Płaszczycy. Świadek powoda wyraźnie przeczył w nim tezie, którą powód miał za jego pomocą wykazać przed sądem. W uzasadnieniu wyroku sędzia podniósł, że nie działałem w celu poniżenia rodziny Frączków, tylko w obronie interesu społecznego. Nie przekroczyłem też granic dozwolonej krytyki, bowiem podniesione przeze mnie zarzuty są w ocenie sądu prawdziwe. Procesowi przyglądała się grupa moich studentów, dla których była to wymowna lekcja, na jakie postępowania i w jaki sposób marnotrawi się siły i środki wymiaru sprawiedliwości. W międzyczasie sukcesem zakończyłem również sprawę z Ewą Filipiak. O żadnej z tych zakończonych dla mnie korzystnie spraw napisał oczywiście „rzetelny” portal Wadowice24. Gdy pozwy i akty oskarżenia wpływały do sądu, właściciel portalu Marcin Płaszczyca krzyczał tytułami: „Klinowski pozwany za kłamstwa!”. Teraz zajmuje się głównie widocznym przez szybę restauracji parkingiem, który do niedawna od gminy dzierżawili Frączkowie.
  9. <p><img class="alignleft wp-image-3378" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2015/10/Wyrok-JAF-837x1024.jpg"alt="Wyrok JAF" width="637" height="780" /></p> <p style="text-align: justify;"><strong>Nadrabiam zaległości blogowe, a nazbierało się ich sporo. W pierwszej kolejności sprawa procesu sądowego z rodziną Frączek, wadowickich restauratorów spod znaku wina, pizzy i parkingu. Proces o rzekome naruszenie dóbr osobistych ich firmy JAF Inwestycje (czyli Jan i Anna Frączek) zakończył się dla mnie pomyślnie – pozew oddalono, a wyrok pod koniec października uprawomocnił się w II instancji.</strong></p> <p style="text-align: justify;">Po niemal roku procesu, przesłuchaniu licznych świadków obu stron i przeczytaniu stert dokumentów Sąd Okręgowy w Krakowie przyznał mi rację i oddalił pozew o naruszenie dóbr osobistych spółki JAF. Państwo Frączek poprzez swoją firmę żądali w nim ode mnie sążnistych przeprosin, <strong>20 000 zł</strong> zadośćuczynienia dla siebie oraz nawiązki <strong>20 000 zł</strong> na rzecz stowarzyszenia Dać Szansę byłego starosty, obecnie radnego powiatowego Jacka Jończyka (w wadowickiej polityce nie dzieje się przypadkiem).</p> <p style="text-align: justify;">Był to proces bardzo ciekawy, nie tylko ze względu na zeznania świadków strony powodowej – urzędników Urzędu Miejskiego w Wadowicach (dzisiaj już tam nie pracują). Po pierwsze, do rzekomego naruszenia dóbr osobistych spółki miało dojść poprzez sprostowanie materiału prasowego opublikowanego na łamach Kroniki Beskidzkiej. W tekście „Afery nie było” przedstawiono mnie jako niepoważnego krzykacza, którego zarzutom ani prokuratura, ani sąd nie przyznały racji. Postanowiłem więc przybliżyć czytelnikom fakty.</p> <figure id="attachment_2995" style="width: 1720px" class="wp-caption alignnone"><a href="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2014/04/Kronika-Beskidzka-Afera-jednak-była.jpg"><imgclass="wp-image-2995 size-full" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2014/04/Kronika-Beskidzka-Afera-jednak-była.jpg" alt="To właśnie sprostowanie stanowi rzekome naruszenie dóbr osobistych spółki JAF Inwestycje " width="1720" height="860" srcset="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2014/04/Kronika-Beskidzka-Afera-jednak-była-300x150.jpg 300w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2014/04/Kronika-Beskidzka-Afera-jednak-była-1024x512.jpg 1024w, http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2014/04/Kronika-Beskidzka-Afera-jednak-była.jpg 1720w" sizes="(max-width: 1720px) 100vw, 1720px" /></a><figcaption class="wp-caption-text">To właśnie sprostowanie stanowi rzekome naruszenie dóbr osobistych spółki JAF Inwestycje</figcaption></figure> <p style="text-align: justify;">W reakcji na ten tekst pozwała mnie spółka JAF, czyli sami Frączkowie. Twierdzili, że zarzucam im „aferę” i podaję nieprawdziwe informacje, bo restauracja posiadała wszystkie odbiory, a miejska działka jest dzierżawiona za stawki rynkowe. Wszystko to miałem czynić z niskich pobudek, by zniszczyć ich jako przedsiębiorców, a moja pisanina spowodowała, że gorzej sprzedaje się pizza. Frączkowie twierdzili również, że ich restauracja cieszy się mniejszym zainteresowaniem, bo z jej usług zrezygnował… Urząd Miejski, który nie organizuje już tam imprez.</p> <p style="text-align: justify;">Akcja sądowa była skoordynowana – w tym samym czasie prywatny akt oskarżenia złożyła burmistrz Wadowic, a obecnie posłanka PIS. Ewa Filipiak zarzucała mi z kolei pomówienie – w tej samej sprawie. Współpraca trwała również w okresie kampanii wyborczej do samorządu, gdzie Ogrodowa wyraźnie opowiedziała się po stronie przegranej burmistrz, a rzecznik Kotarba spotykał się z Frączkami w restauracji i w imieniu „młodych pracowników Ogrodowej” redagował słynne listy otwarte.</p> <p style="text-align: justify;">Przed sądem wykazałem prawdziwość twierdzeń na temat byłej burmistrz Wadowic, jej związków z Ogrodową i jej właścicielami, nieprawidłowości w procesie dzierżawienia gminnej działki na rzecz właścicieli Ogrodowej, jak również innych nieprawidłowości związanych z restauracją (użytkowanie bez pozwoleń restauracji i parkingu, uzyskanie mimo to zgody na podawanie alkoholu w lokalu, wódczana libacja z urzędnikami) – podpierając się dokumentami i zeznaniami świadków. Moje zarzuty potwierdził audyt, czego następstwem jest złożone przez RIO zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez poprzednią burmistrz. Zarzuty nie formułowałem jako osoba prywatna, ale radny komisji rewizyjnej, którego obowiązkiem była kontrola postępowania burmistrza i urzędu miejskiego.</p> <p style="text-align: justify;">W czasie postępowania sądowego państwo Jan i Anna Frączek zarzucali mi, że spowodowałem spadek obrotów w ich restauracji. Biznesmeni dowodzili tego nie za pomocą dokumentów, ale powołanych świadków – urzędników Urzędu Miejskiego. Kolejno zeznawali Stanisław Kotarba, Piotr Hajnosz, Anna Makuch, Marcin Płaszczyca (po stracie pracy w UM zaczął pracować w Ogrodowej – co zeznała Anna Frączek). Zeznania zakrawały na kpinę. Urzędnicy twierdzili, że do Ogrodowej nie chodzą (przedstawiłem zdjęcia, z których wynikało jednak co innego), bo „kręcę się w pobliżu” i mógłbym ich sfotografować, ale widząc ją z pewnej odległości potrafią ocenić, że w restauracji pojawia się coraz mniej osób.</p> <figure id="attachment_3400" style="width: 973px" class="wp-caption alignleft"><a href="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/02/2013.03.29-PINB-parking-widmo.jpg"><imgclass="wp-image-3400 size-large" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/02/2013.03.29-PINB-parking-widmo-973x1024.jpg" alt="" width="973" height="1024" /></a><figcaption class="wp-caption-text">Przez wiele lat parking przy Ogrodowej stanowił samowolę. PINB nie reagował. Po ustaniu dzierżawy na rzecz właścicieli restauracji stwierdził jednak, że nowa budowla zagraża życiu i zdrowiu poprzez niewłaściwe wyrysowanie linii.</figcaption></figure> <p style="text-align: justify;">Piotr Hajnosz podnosił, że skoro w obawie przed pomówieniem go o związki z Ogrodową przestał do niej chodzić „z kolegami”, to z konieczności oznacza to, że do Ogrodowej chodzi mniej osób. Mniej o samego Piotra. Trudno z tym polemizować, prawda? Marcin Płaszczyca przyznał, że jest stałym gościem restauracji, ale nie potrafił powiedzieć, czy używana była jej większa część – właśnie ta przez wiele lat nieodebrana i stanowiąca plac budowy. Siedzi bowiem w miejscy, gdzie widok na większą część restauracji zasłania mu filar.</p> <p style="text-align: justify;">Powołani z kolei przeze mnie świadkowie opowiadali o tym, że na placu budowy jednak biesiadowali, co redaktorowi Płaszczycy umknęło, a także pili wódkę z urzędnikami w czasie oficjalnych miejskich imprez odbywających się w restauracji. Libacje odbywały się na koszt podatnika, bo jak skądinąd wiemy, w Ogrodowej poprzednia burmistrz wydawała dziesiątki tysięcy złotych. Anna Frączek „sprytnie” ripostowała, że w butelkach w kształcie butelek wódki podawała likier o smaku wódki – niskoprocentowy. I to pomimo tego, że Jan Frączek wyznał kiedyś w przypływie szczerości, że do golonki „musiał podać wódkę, bo tak nakazuje staropolski zwyczaj i gościnność”. Było naprawdę zabawnie.</p> <figure id="attachment_3401" style="width: 922px" class="wp-caption alignleft"><a href="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/02/2013.06.17-PINB-odbiór-Ogrodowej.jpg"><imgclass="wp-image-3401 size-large" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2016/02/2013.06.17-PINB-odbiór-Ogrodowej-922x1024.jpg" alt="2013.06.17 - PINB - odbiór Ogrodowej" width="922" height="1024" /></a><figcaption class="wp-caption-text">Dopiero w marcu 2013 roku restauracja została odebrana w pełnym zakresie. Do tego czasu stanowiła w większej części plac budowy, a uważni klienci mogli nawet zobaczyć wiszącą na jednej ze ścian tablicę budowy. Redaktor Wadowice24 nie widział jej, ponieważ zasłaniał mu ją filar.</figcaption></figure> <p style="text-align: justify;">Dowodem na wadliwość procedur wymiaru sprawiedliwości było również to, że zmuszony zostałem do wykazania opinią biegłego, że stawka, po jakiej Frączkowie dzierżawili miejski grunt była rażąco nierynkowa. Powołany przez sąd na mój koszt rzeczoznawca majątkowy (1000 zł zaliczki) popełniał szkolne błędy metodologiczne na moją niekorzyść (poważnie niedoszacował wartość stawki rynkowej), o których powinienem napisać osobny wpis, ale i tak wykazał, że stawkę 3-krotnie zaniżono. Nie mam pojęcia, do czego sędziemu służyć miał ten dowód, skoro stawki na innych gminnych parkingach w przetargach wahają się pomiędzy 14-27 zł / m2, a Frączkowie początkowo płacili stawkę 0,11 zł, później zwiększoną do 1,05 zł? Obawiam się, że sięganie po biegłych w takich duperelnych sprawach stanowi praktykę wymiaru sprawiedliwości, co jedynie zwiększa koszty postępowań płacone przez strony oraz powoduje przewlekłość postępowania. Ostatecznie koszt sporządzenia tej absurdalnej w świetle dostępnych informacji opinii biegłego obciążył pozywających.</p> <p style="text-align: justify;">Wobec bzdur opowiadanych przez świadków strony powodowej, zeznań moich świadków, opinii biegłego oraz przedstawionych dokumentów, nieprzychylny mi na ogół sędzia Wojciech Żukowski nie miał wyboru i powództwo oddalił.</p> <p style="text-align: justify;">Co ciekawe, jako jeden z dowodów w sprawie przedstawiłem artykuły o tłumach na Ogrodowej pióra… Marcina Płaszczycy. Świadek powoda wyraźnie przeczył w nim tezie, którą powód miał za jego pomocą wykazać przed sądem.</p> <p style="text-align: justify;">W uzasadnieniu wyroku sędzia podniósł, że nie działałem w celu poniżenia rodziny Frączków, tylko w obronie interesu społecznego. Nie przekroczyłem też granic dozwolonej krytyki, bowiem podniesione przeze mnie zarzuty są w ocenie sądu prawdziwe.</p> <p style="text-align: justify;">Procesowi przyglądała się grupa moich studentów, dla których była to wymowna lekcja, na jakie postępowania i w jaki sposób marnotrawi się siły i środki wymiaru sprawiedliwości. W międzyczasie sukcesem zakończyłem również sprawę z Ewą Filipiak.</p> <p style="text-align: justify;">O żadnej z tych zakończonych dla mnie korzystnie spraw napisał oczywiście „rzetelny” portal Wadowice24. Gdy pozwy i akty oskarżenia wpływały do sądu, właściciel portalu Marcin Płaszczyca krzyczał tytułami: „Klinowski pozwany za kłamstwa!”. Teraz zajmuje się głównie widocznym przez szybę restauracji parkingiem, który do niedawna od gminy dzierżawili Frączkowie.</p> <a href="http://mateuszklinowski.pl/2016/02/04/afera-ogrodowej-jednak-byla-sad-przyznal-mi-racje/"class='bbc_url' rel='nofollow external'>Źródło</a>
  10. <p style="text-align: justify;"><img class="alignleft wp-image-3385 " src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2015/10/mat-8-lat-v2-767x1024.jpg"alt="" width="520" height="693" /></p> <p style="text-align: justify;">Śmiałem się, gdy struchlali po zobaczeniu wyników wyborów znajomi wklejali na <em>Fejsie</em> komentarze o dźwiękach kolb walących w ich drzwi. Przestałem, gdy w poniedziałek przyszedłem do pracy. Zastałem tam wezwanie do prokuratury – w charakterze podejrzanego o czyn z art. 233 par.1 i 6 kodeksu karnego (składanie fałszywych zeznań). Żadnych więcej wyjaśnień nie otrzymałem. W dniu dzisiejszym przedstawiono mi zarzuty – w skrócie: złożyłem nieprawdziwe oświadczenie majątkowe w 2010 i 2011 roku, zatajając fakt posiadania pożyczki pieniężnej od osoby fizycznej. Oczywiście jest to nieprawda. Złożyłem obszerne wyjaśnienia i nie przyznałem się do popełnienia przestępstwa, bo też takiego przestępstwa nie było.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Pożyczka</strong></p> <p style="text-align: justify;">Prawdą jest, że omyłkowo nie wpisałem pożyczki od osoby fizycznej do oświadczenia majątkowego, a jedynie kredyt bankowy. Omyłkę tę natychmiast sprostowałem, gdy tylko zdałem sobie sprawę z jej zaistnienia. I to pomimo tego, że <strong>Urząd Skarbowy kontrolując oświadczenia majątkowe radnych nie dopatrzył się żadnego uchybienia w moim oświadczeniu majątkowym.</strong> Przepisy regulujące składanie oświadczeń majątkowych nie były jasne, stąd pewnie rozbieżności w ocenach.</p> <p style="text-align: justify;">Poniżej ponownie publikuję pismo wskazujące na nieprawidłowości wykryte przez Urząd Skarbowy w oświadczeniach majątkowych kilkunastu radnych. Część z nich zaniżyła swój majątek, cześć swoje dochody. Żadnej z tych osób nie postawiono zarzutów. <strong>Prokuratura Rejonowa w Wadowicach postawiła je mnie i to za przestępstwo, którego Urząd Skarbowy nie dopatrzył się w moim oświadczeniu.</strong> Czekała na to 4 lata.</p> <p style="text-align: justify;"><img class="alignleft wp-image-2545 size-full" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2013/02/Pismo-z-US-1.jpg"alt="Pismo z US 1" width="558" height="768" /><img class="alignleft wp-image-2546 size-full" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2013/02/Pismo-z-US-2.jpg" alt="Pismo z US 2" width="558" height="768" /><img class="alignleft wp-image-2547 size-full" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2013/02/Pismo-z-US-3.jpg" alt="Pismo z US 3" width="558" height="768" /></p> <p style="text-align: justify;">Jak wynika z treści powyższego pisma, w moim oświadczeniu znalazły się drobne błędy: kwota dochodów powinna zostać rozbita na dochody z umowy o pracę i innych umów (sama kwota była poprawna) oraz podałem całkowitą wartość kredytu bankowego, a nie wartość na dzień złożenia oświadczenia (zawyżyłem swój dług). <strong>Nigdy później Urząd Skarbowy nie miał zastrzeżeń do moich oświadczeń majątkowych.</strong></p> <p style="text-align: justify;">Podkreślam w tym miejscu, że <strong>w sprawie zachowałem dalece posuniętą uczciwość – nie tylko opłaciłem podatek od pożyczki od osoby fizycznej (kto tak robi?), ale również sam ją zadeklarowałem prostując oświadczenie majątkowe w trybie przewidzianym przez Urząd Skarbowy.</strong> Tylko dlatego dzisiaj prokuratura mogła postawić mi jakikolwiek zarzut. Wygląda na to, że uczciwość nie popłaca.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Prokuratura polityczna?</strong></p> <p style="text-align: justify;">Warto wiedzieć, że Prokuratura Rejonowa, która postawiła mi zarzuty, <strong>nie potrafiła wcześniej postawić zarzutów mojej poprzedniczce</strong> – pomimo udowodnienia przeze mnie licznych, poważnych nieprawidłowości, potwierdzonych dzisiaj kontrolą RIO. Ewa Filipiak została z listy PiS wciągnięta właśnie do Sejmu przez Beatę Szydło. Zarzutów już nigdy nie usłyszy.</p> <p style="text-align: justify;">Jestem kolejną osobą ze <em>Stowarzyszenia Wolne Wadowice</em>, której prokuratura postawiła zarzuty. Wcześniej usłyszał je Bolesław Kot (ujawnił nazwisko prześladującego go internauty – Stanisława Kotarby, prawej ręki Ewy Filipiak, o którym poinformowała go sama prokuratura) oraz Paweł Koper (miał sprzedawać bez zezwolenia alkohol). W sprawie Kota sąd nawet nie wszczął postępowania, uznając akt oskarżenia za bezpodstawny, Kopra prawomocnie uniewinniono.</p> <p style="text-align: justify;">Wielokrotnie zarzucałem miejscowej prokuraturze tuszowanie nieprawidłowości popełnianych przez Ewę Filipiak i jej urzędników oraz wykorzystywanie do politycznych gier (stawianie karkołomnych zarzutów nie do utrzymania przed sądem tylko na potrzeby medialne). Natychmiast po moim wyjściu z Prokuratury o sprawie dowiedziały się lokalne media. Brakowało tylko konferencji prasowej.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Represje polityczne?</strong></p> <p style="text-align: justify;">W piątek prawomocnie zakończył się również mój proces z Janem i Anną Frączek o ochronę dóbr osobistych – sądy dwóch instancji przyznały, że miałem rację zawiadamiając CBA i inne organy państwa o nieprawidłowościach wokół restauracji Ogrodowa, w których udział brała obecna poseł PiS.</p> <p style="text-align: justify;">Od wyboru na fotel burmistrza Wadowic spływają na mnie kolejne donosy i zawiadomienia – przesłuchiwane są nawet osoby, które zgodnie z prawem wpłaciły pieniądze na kampanię mojego komitetu wyborczego. Są to zachowania nie do pomyślenia w demokratycznym państwie.</p> <p style="text-align: justify;">Na zakończenie: od objęcia funkcji burmistrza znacząco zmniejszyłem kwoty zamówień publicznych realizowanych przez Gminę – nieraz o 50%. Połączcie fakty.</p> <p style="text-align: justify;">Czy demokratyczne państwo prawa, na rzecz którego od dawna działam, zwycięży? Wierzę, że tego doczekam.</p> <p style="text-align: justify;"> <a href="http://mateuszklinowski.pl/2015/10/28/prokuratura-wlasnie-postawila-mi-zarzuty-witamy-w-panstwie-pis/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=prokuratura-wlasnie-postawila-mi-zarzuty-witamy-w-panstwie-pis"class='bbc_url' rel='nofollow external'>Źródło</a>
  11. Śmiałem się, gdy struchlali po zobaczeniu wyników wyborów znajomi wklejali na Fejsie komentarze o dźwiękach kolb walących w ich drzwi. Przestałem, gdy w poniedziałek przyszedłem do pracy. Zastałem tam wezwanie do prokuratury – w charakterze podejrzanego o czyn z art. 233 par.1 i 6 kodeksu karnego (składanie fałszywych zeznań). Żadnych więcej wyjaśnień nie otrzymałem. W dniu dzisiejszym przedstawiono mi zarzuty – w skrócie: złożyłem nieprawdziwe oświadczenie majątkowe w 2010 i 2011 roku, zatajając fakt posiadania pożyczki pieniężnej od osoby fizycznej. Oczywiście jest to nieprawda. Złożyłem obszerne wyjaśnienia i nie przyznałem się do popełnienia przestępstwa, bo też takiego przestępstwa nie było. Pożyczka Prawdą jest, że omyłkowo nie wpisałem pożyczki od osoby fizycznej do oświadczenia majątkowego, a jedynie kredyt bankowy. Omyłkę tę natychmiast sprostowałem, gdy tylko zdałem sobie sprawę z jej zaistnienia. I to pomimo tego, że Urząd Skarbowy kontrolując oświadczenia majątkowe radnych nie dopatrzył się żadnego uchybienia w moim oświadczeniu majątkowym. Przepisy regulujące składanie oświadczeń majątkowych nie były jasne, stąd pewnie rozbieżności w ocenach. Poniżej ponownie publikuję pismo wskazujące na nieprawidłowości wykryte przez Urząd Skarbowy w oświadczeniach majątkowych kilkunastu radnych. Część z nich zaniżyła swój majątek, cześć swoje dochody. Żadnej z tych osób nie postawiono zarzutów. Prokuratura Rejonowa w Wadowicach postawiła je mnie i to za przestępstwo, którego Urząd Skarbowy nie dopatrzył się w moim oświadczeniu. Czekała na to 4 lata. Jak wynika z treści powyższego pisma, w moim oświadczeniu znalazły się drobne błędy: kwota dochodów powinna zostać rozbita na dochody z umowy o pracę i innych umów (sama kwota była poprawna) oraz podałem całkowitą wartość kredytu bankowego, a nie wartość na dzień złożenia oświadczenia (zawyżyłem swój dług). Nigdy później Urząd Skarbowy nie miał zastrzeżeń do moich oświadczeń majątkowych. Podkreślam w tym miejscu, że w sprawie zachowałem dalece posuniętą uczciwość – nie tylko opłaciłem podatek od pożyczki od osoby fizycznej (kto tak robi?), ale również sam ją zadeklarowałem prostując oświadczenie majątkowe w trybie przewidzianym przez Urząd Skarbowy. Tylko dlatego dzisiaj prokuratura mogła postawić mi jakikolwiek zarzut. Wygląda na to, że uczciwość nie popłaca. Prokuratura polityczna? Warto wiedzieć, że Prokuratura Rejonowa, która postawiła mi zarzuty, nie potrafiła wcześniej postawić zarzutów mojej poprzedniczce – pomimo udowodnienia przeze mnie licznych, poważnych nieprawidłowości, potwierdzonych dzisiaj kontrolą RIO. Ewa Filipiak została z listy PiS wciągnięta właśnie do Sejmu przez Beatę Szydło. Zarzutów już nigdy nie usłyszy. Jestem kolejną osobą ze Stowarzyszenia Wolne Wadowice, której prokuratura postawiła zarzuty. Wcześniej usłyszał je Bolesław Kot (ujawnił nazwisko prześladującego go internauty – Stanisława Kotarby, prawej ręki Ewy Filipiak, o którym poinformowała go sama prokuratura) oraz Paweł Koper (miał sprzedawać bez zezwolenia alkohol). W sprawie Kota sąd nawet nie wszczął postępowania, uznając akt oskarżenia za bezpodstawny, Kopra prawomocnie uniewinniono. Wielokrotnie zarzucałem miejscowej prokuraturze tuszowanie nieprawidłowości popełnianych przez Ewę Filipiak i jej urzędników oraz wykorzystywanie do politycznych gier (stawianie karkołomnych zarzutów nie do utrzymania przed sądem tylko na potrzeby medialne). Natychmiast po moim wyjściu z Prokuratury o sprawie dowiedziały się lokalne media. Brakowało tylko konferencji prasowej. Represje polityczne? W piątek prawomocnie zakończył się również mój proces z Janem i Anną Frączek o ochronę dóbr osobistych – sądy dwóch instancji przyznały, że miałem rację zawiadamiając CBA i inne organy państwa o nieprawidłowościach wokół restauracji Ogrodowa, w których udział brała obecna poseł PiS. Od wyboru na fotel burmistrza Wadowic spływają na mnie kolejne donosy i zawiadomienia – przesłuchiwane są nawet osoby, które zgodnie z prawem wpłaciły pieniądze na kampanię mojego komitetu wyborczego. Są to zachowania nie do pomyślenia w demokratycznym państwie. Na zakończenie: od objęcia funkcji burmistrza znacząco zmniejszyłem kwoty zamówień publicznych realizowanych przez Gminę – nieraz o 50%. Połączcie fakty. Czy demokratyczne państwo prawa, na rzecz którego od dawna działam, zwycięży? Wierzę, że tego doczekam.
  12. <p style="text-align: justify;"><img class="alignleft wp-image-3385 " src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2015/10/mat-8-lat-v2-767x1024.jpg"alt="" width="520" height="693" /></p> <p style="text-align: justify;">Śmiałem się, gdy struchlali po zobaczeniu wyników wyborów znajomi wklejali na <em>Fejsie</em> komentarze o dźwiękach kolb walących w ich drzwi. Przestałem, gdy w poniedziałek przyszedłem do pracy. Zastałem tam wezwanie do prokuratury – w charakterze podejrzanego o czyn z art. 233 par.1 i 6 kodeksu karnego (składanie fałszywych zeznań). Żadnych więcej wyjaśnień nie otrzymałem. W dniu dzisiejszym przedstawiono mi zarzuty – w skrócie: złożyłem nieprawdziwe oświadczenie majątkowe w 2010 i 2011 roku, zatajając fakt posiadania pożyczki pieniężnej od osoby fizycznej. Oczywiście jest to nieprawda. Złożyłem obszerne wyjaśnienia i nie przyznałem się do popełnienia przestępstwa, bo też takiego przestępstwa nie było.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Pożyczka</strong></p> <p style="text-align: justify;">Prawdą jest, że omyłkowo nie wpisałem pożyczki od osoby fizycznej do oświadczenia majątkowego, a jedynie kredyt bankowy. Omyłkę tę natychmiast sprostowałem, gdy tylko zdałem sobie sprawę z jej zaistnienia. I to pomimo tego, że <strong>Urząd Skarbowy kontrolując oświadczenia majątkowe radnych nie dopatrzył się żadnego uchybienia w moim oświadczeniu majątkowym.</strong> Przepisy regulujące składanie oświadczeń majątkowych nie były jasne, stąd pewnie rozbieżności w ocenach.</p> <p style="text-align: justify;">Poniżej ponownie publikuję pismo wskazujące na nieprawidłowości wykryte przez Urząd Skarbowy w oświadczeniach majątkowych kilkunastu radnych. Część z nich zaniżyła swój majątek, cześć swoje dochody. Żadnej z tych osób nie postawiono zarzutów. <strong>Prokuratura Rejonowa w Wadowicach postawiła je mnie i to za przestępstwo, którego Urząd Skarbowy nie dopatrzył się w moim oświadczeniu.</strong> Czekała na to 4 lata.</p> <p style="text-align: justify;"><img class="alignleft wp-image-2545 size-full" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2013/02/Pismo-z-US-1.jpg"alt="Pismo z US 1" width="558" height="768" /><img class="alignleft wp-image-2546 size-full" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2013/02/Pismo-z-US-2.jpg" alt="Pismo z US 2" width="558" height="768" /><img class="alignleft wp-image-2547 size-full" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2013/02/Pismo-z-US-3.jpg" alt="Pismo z US 3" width="558" height="768" /></p> <p style="text-align: justify;">Jak wynika z treści powyższego pisma, w moim oświadczeniu znalazły się drobne błędy: kwota dochodów powinna zostać rozbita na dochody z umowy o pracę i innych umów (sama kwota była poprawna) oraz podałem całkowitą wartość kredytu bankowego, a nie wartość na dzień złożenia oświadczenia (zawyżyłem swój dług). <strong>Nigdy później Urząd Skarbowy nie miał zastrzeżeń do moich oświadczeń majątkowych.</strong></p> <p style="text-align: justify;">Podkreślam w tym miejscu, że <strong>w sprawie zachowałem dalece posuniętą uczciwość – nie tylko opłaciłem podatek od pożyczki od osoby fizycznej (kto tak robi?), ale również sam ją zadeklarowałem prostując oświadczenie majątkowe w trybie przewidzianym przez Urząd Skarbowy.</strong> Tylko dlatego dzisiaj prokuratura mogła postawić mi jakikolwiek zarzut. Wygląda na to, że uczciwość nie popłaca.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Prokuratura polityczna?</strong></p> <p style="text-align: justify;">Warto wiedzieć, że Prokuratura Rejonowa, która postawiła mi zarzuty, <strong>nie potrafiła wcześniej postawić zarzutów mojej poprzedniczce</strong> – pomimo udowodnienia przeze mnie licznych, poważnych nieprawidłowości, potwierdzonych dzisiaj kontrolą RIO. Ewa Filipiak została z listy PiS wciągnięta właśnie do Sejmu przez Beatę Szydło. Zarzutów już nigdy nie usłyszy.</p> <p style="text-align: justify;">Jestem kolejną osobą ze <em>Stowarzyszenia Wolne Wadowice</em>, której prokuratura postawiła zarzuty. Wcześniej usłyszał je Bolesław Kot (ujawnił nazwisko prześladującego go internauty – Stanisława Kotarby, prawej ręki Ewy Filipiak, o którym poinformowała go sama prokuratura) oraz Paweł Koper (miał sprzedawać bez zezwolenia alkohol). W sprawie Kota sąd nawet nie wszczął postępowania, uznając akt oskarżenia za bezpodstawny, Kopra prawomocnie uniewinniono.</p> <p style="text-align: justify;">Wielokrotnie zarzucałem miejscowej prokuraturze tuszowanie nieprawidłowości popełnianych przez Ewę Filipiak i jej urzędników oraz wykorzystywanie do politycznych gier (stawianie karkołomnych zarzutów nie do utrzymania przed sądem tylko na potrzeby medialne). Natychmiast po moim wyjściu z Prokuratury o sprawie dowiedziały się lokalne media. Brakowało tylko konferencji prasowej.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Represje polityczne?</strong></p> <p style="text-align: justify;">W piątek prawomocnie zakończył się również mój proces z Janem i Anną Frączek o ochronę dóbr osobistych – sądy dwóch instancji przyznały, że miałem rację zawiadamiając CBA i inne organy państwa o nieprawidłowościach wokół restauracji Ogrodowa, w których udział brała obecna poseł PiS.</p> <p style="text-align: justify;">Od wyboru na fotel burmistrza Wadowic spływają na mnie kolejne donosy i zawiadomienia – przesłuchiwane są nawet osoby, które zgodnie z prawem wpłaciły pieniądze na kampanię mojego komitetu wyborczego. Są to zachowania nie do pomyślenia w demokratycznym państwie.</p> <p style="text-align: justify;">Na zakończenie: od objęcia funkcji burmistrza znacząco zmniejszyłem kwoty zamówień publicznych realizowanych przez Gminę – nieraz o 50%. Połączcie fakty.</p> <p style="text-align: justify;">Czy demokratyczne państwo prawa, na rzecz którego od dawna działam, zwycięży? Wierzę, że tego doczekam.</p> <p style="text-align: justify;"> <a href="http://mateuszklinowski.pl/2015/10/28/prokuratura-wlasnie-postawila-mi-zarzuty-witamy-w-panstwie-pis/"class='bbc_url' rel='nofollow external'>Źródło</a>
  13. Wstyd mi, Polsko. Dlatego dedykuję Ci kilka tych myśli. To nie atak, lecz obrona – naszych tradycji, religii i dziedzictwa Wielkiego Polaka, które po raz kolejny targamy bez litości, sensu i opamiętania… 1. Stosunek do „obcych” jest miarą naszego człowieczeństwa. W Polsce z człowieczeństwem mamy zatem problem, o czym świadczy nie tylko trwająca, bezprzykładna nagonka na „emigrantów” czy „uchodźców”, ale przede wszystkim prowadzone od lat badania. Socjolodzy alarmują, że poziom zaufania wśród Polaków jest dramatycznie niski – przede wszystkim do samych siebie. Gardzimy współobywatelami, sypiąc im na co dzień w twarz „kurwy” i „chuje”, kradnąc na potęgę, „idąc na pięści” przy byle okazji. Zawiść, agresja, ogólny brak kultury bycia, obycia i zachowania obniżają kapitał społeczny, tworzą okoliczności hamujące rozwój gospodarczy kraju, negatywnie wpływając na jakość życia. To fakty, ale nikt w pierś się nie bije. Mobilizacji narodowej brak. Doświadczamy jej dopiero teraz, kiedy odpór należy dać „uchodźcom” – niosącym terror i zagrażającym naszemu „sielskiemu” światu, królestwu codziennych bluzg, nienawiści i nieufności. 2. Nie jest prawdą, że islam to terror i nienawiść do Europejczyków. Podróżowałem po Bliskim Wschodzie, żyłem wśród „muzułmanów”, „islamistów”, a nawet „terrorystów”. Nigdzie nie czułem się tak bezpiecznie, jak tam. Islam to kultura gościnności, poszanowania dla „obcego”. Niestety, Bliski Wschód targany jest politycznymi konfliktami, rozniecanymi przez światowe mocarstwa, w związku z surowcami. W tym „koncercie mocarstw” wzięliśmy również swój zbrojny udział – w poszukiwaniu ekonomicznych i politycznych korzyści. Nie było to ukrywane – przeciwnie – rząd otwarcie deklarował naszą interesowność w bliskowschodniej krucjacie, przy aprobacie mediów i opinii publicznej. 3. Nie jest prawdą, że muzułmanie się nie asymilują i zawsze stanowią problem społeczny. Mieszkałem w Niemczech, kraju ze sporą mniejszością muzułmańską oraz emigrantami z Afryki. Dusseldorf to miasto kolorowe, turecko-afrykańsko-polskie. A jednocześnie wszyscy ci młodzi ludzie mówią po niemiecku i Niemcami się czują. To dzieci emigrantów, głównie ekonomicznych. Nie powiem, że w Niemczech segregacja rasowa nie istnieje, część zawodów i ról społecznych nadal przede wszystkim zajmują biali Niemcy. Nie sposób jednak twierdzić, że asymilacja emigrantów w Niemczech się nie udała. Afrykanie czy Turcy czują się Niemcami, przyjęli niemiecką kulturę i kiełbasę, a niemiecka kultura wchłonęła ich muzyczne rytmy i kebaby. Podobnie stało się z emigrującymi za chlebem Polakami. Dzisiaj są oni w pełni obywatelami Niemiec, choć szanują na ogół swoje polskie korzenie. Na marginesie, raz tylko na ulicy w Niemczech spotkałem się z rasistowskimi wybrykami. Niemieccy dresiarze zaczepiali Latynosów. Gdy podszedłem bliżej, usłyszałem, że dresiarze pomiędzy sobą mówią… po polsku. To synowie naszych Gastarbeiterów. Ich skorupki zdążyły jednak nasiąknąć polskością. Na niemieckiej, tolerancyjnej i demokratycznej ziemi natura tej skorupki stała się ona dla mnie widoczna aż nadto. Kilku spotkanych przeze mnie czarnych Francuzów za Francuzów się nie uważa. We Francji dochodziło do zamieszek na tle różnic kulturowych, ale przyczyną było polityczne i gospodarcze wykluczenie. Francja to więc przykład na porażkę polityki asymilacji, Niemcy przeciwnie. To nie muzułmanie są problemem, ale polityka kraju, do którego trafiają. Syryjska ulica w 2010 roku (fot. E. Górska)4. Do Polski ma trafić około 12 000 uchodźców. Polaków mieszka tu około 38 000 000. Wyrażony w liczbach problem uchodźców nie istnieje. Wyrażony moralnym poruszeniem już teraz jest katastrofą. Polska dusza jest chora. Kto odpowiada za chorobę? Nauka historii pozwala często zrozumieć źródła teraźniejszych zjawisk, większość z nich powtarza się bowiem na przestrzeni dziejów. Zmieniają się dekoracje, ale stosunki społeczne pozostają niezmienne od dekad i wieków. Bo i niezmienna jest nasza ludzka natura. Na ziemiach polskich mieliśmy eksplozję nienawiści, skierowaną przede wszystkim w stronę innowierców, żydów – wyzwoliła ją okupacja niemiecka w czasie II wojny światowej. Uczeni badając to zjawisko wskazali przyczynę – indoktrynację ze strony Kościoła i zarażanie mas ideologią narodowego szowinizmu. Stąd pogromy. Dzisiaj również obserwuję gejzery nienawiści, często wśród młodych ludzi deklarujących miłość Bogu. „Bóg jest Wielki” – piszą na Facebooku, aby zaraz nawoływać do rozprawy ze światem islamu. Czym polskie, swojskie i katolickie „Bóg jest wielki” różni się od „Allahu Akbar”? Zadaję sobie kolejne pytanie: jaką rolę pełni religia w szkołach – powszechna indoktrynacja katolicką ideologią? Uczy tolerancji, czy kultywuje tradycje, które już kiedyś doprowadziły nas na skraj piekła i płonącej stodoły? Czy pokolenie JPII umarło, zanim zdołało wywrzeć jakikolwiek wpływ, pogrzebane wspólnym wysiłkiem księży katechetów? 5. „Muzułmanie gwałcą i przedmiotowo traktują kobiety” – pobrzmiewa narodowe, kibolskie wezwanie do obrony polskich kobiet. Ale polskie kobiety bite i gwałcone są przez polskich i katolickich mężów i konkubentów – często pijanych. A kto stał się niedawno światowym symbolem seksualnego wykorzystywania dzieci? Polacy mają się czego wstydzić i z czego tłumaczyć. Narodowi katolicy nie ruszyli jednak na ratunek gnębionym kobietom, aprobują ten stan rzeczy. Świadczą o tym nie tylko niskie wyroki zapadające na sprawców przemocy wobec kobiet (w tym gwałtów!), ale również niedawne kłopoty z ratyfikacją konwencji antyprzemocowej. Walczymy za to o zygoty i inne życie poczęte, ulegając logice tematów zastępczych. Tymczasem prawdziwe demony wciąż umykają zbiorowym egzorcyzmom. Prawdą jest, że kobiety traktowane są przedmiotowo w niektórych muzułmańskich społecznościach, podobnie jak żydowskich, protestanckich, romskich i innych. Z tym, że w Polsce to nie te społeczności stanowią problem. A przy okazji, islam alkoholu akurat zakazuje. 6. Symbolem pontyfikatu Jana Pawła II był ekumenizm i dialog pomiędzy kulturami. Jak kultywujemy papieskie dziedzictwo w Polsce? W Wadowicach? W bawarskim Marktl, mieście Benedykta XVI wielkości Choczni (wieś obok Wadowic), od dawna mieszkają rodziny syryjskie. Bawarskie parafie przyjęły je bez rozgłosu i bez ksenofobicznych krzyków. A przecież pamiętamy, kto pochodził z Bawarii… Dzisiaj Wadowice również oferują swoją pomoc potrzebującym uchodźcom. To moralny obowiązek tych, którzy żyją w cieniu papieskich pomników. Ostatni moment, by nie skarleć wśród krzyków o zagrożeniu… ze strony religii mającej przecież wspólne źródła z chrześcijaństwem. Pod wieloma względami krzyk przeciwko islamowi jest też krzykiem za odrzuceniem katolicyzmu. I dowodem, że katolicyzm sczezł już dawno w kraju nad Wisłą. Ale tego moi zatroskani, jakże narodowi i katoliccy współobywatele już nie dostrzegają. Czy w dzisiejszych czasach trzeba być ateistą, aby pozostać uczniem Chrystusa? Odpowiedź znajdziecie przeglądając profile swoich znajomych na fejsie.
  14. <p><img class="alignleft wp-image-3368" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2015/09/zawsze-wierni.jpg"alt="zawsze wierni" width="600" height="450" /></p> <p style="text-align: justify;"><em>Wstyd mi, Polsko. Dlatego dedykuję Ci kilka tych myśli. To nie atak, lecz obrona – naszych tradycji, religii i dziedzictwa Wielkiego Polaka, które po raz kolejny targamy bez litości, sensu i opamiętania…</em></p> <p style="text-align: justify;">1. Stosunek do „obcych” jest miarą naszego człowieczeństwa. W Polsce z człowieczeństwem mamy zatem problem, o czym świadczy nie tylko trwająca, bezprzykładna nagonka na „emigrantów” czy „uchodźców”, ale przede wszystkim prowadzone od lat badania. Socjolodzy alarmują, że poziom zaufania wśród Polaków jest dramatycznie niski – przede wszystkim do samych siebie. <strong>Gardzimy współobywatelami, sypiąc im na co dzień w twarz „kurwy” i „chuje”, kradnąc na potęgę, „idąc na pięści” przy byle okazji.</strong> Zawiść, agresja, ogólny brak kultury bycia, obycia i zachowania obniżają kapitał społeczny, tworzą okoliczności hamujące rozwój gospodarczy kraju, negatywnie wpływając na jakość życia. To fakty, ale nikt w pierś się nie bije. Mobilizacji narodowej brak. Doświadczamy jej dopiero teraz, kiedy odpór należy dać „uchodźcom” – niosącym terror i zagrażającym naszemu „sielskiemu” światu, królestwu codziennych bluzg, nienawiści i nieufności.</p> <p style="text-align: justify;">2. Nie jest prawdą, że islam to terror i nienawiść do Europejczyków. Podróżowałem po Bliskim Wschodzie, żyłem wśród „muzułmanów”, „islamistów”, a nawet „terrorystów”. Nigdzie nie czułem się tak bezpiecznie, jak tam. <strong>Islam to kultura gościnności, poszanowania dla „obcego”. </strong>Niestety, Bliski Wschód targany jest politycznymi konfliktami, rozniecanymi przez światowe mocarstwa, w związku z surowcami. W tym „koncercie mocarstw” wzięliśmy również swój zbrojny udział – w poszukiwaniu ekonomicznych i politycznych korzyści. Nie było to ukrywane – przeciwnie – rząd otwarcie deklarował naszą interesowność w bliskowschodniej krucjacie, przy aprobacie mediów i opinii publicznej.</p> <p style="text-align: justify;">3. Nie jest prawdą, że muzułmanie się nie asymilują i zawsze stanowią problem społeczny. Mieszkałem w Niemczech, kraju ze sporą mniejszością muzułmańską oraz emigrantami z Afryki. Dusseldorf to miasto kolorowe, turecko-afrykańsko-polskie. A jednocześnie wszyscy ci młodzi ludzie mówią po niemiecku i Niemcami się czują. To dzieci emigrantów, głównie ekonomicznych.</p> <p style="text-align: justify;">Nie powiem, że w Niemczech segregacja rasowa nie istnieje, część zawodów i ról społecznych nadal przede wszystkim zajmują biali Niemcy. Nie sposób jednak twierdzić, że asymilacja emigrantów w Niemczech się nie udała. Afrykanie czy Turcy czują się Niemcami, przyjęli niemiecką kulturę i kiełbasę, a niemiecka kultura wchłonęła ich muzyczne rytmy i kebaby. Podobnie stało się z emigrującymi za chlebem Polakami. Dzisiaj są oni w pełni obywatelami Niemiec, choć szanują na ogół swoje polskie korzenie.</p> <p style="text-align: justify;">Na marginesie, raz tylko na ulicy w Niemczech spotkałem się z rasistowskimi wybrykami. Niemieccy dresiarze zaczepiali Latynosów. Gdy podszedłem bliżej, usłyszałem, że dresiarze pomiędzy sobą mówią… po polsku. To synowie naszych Gastarbeiterów. Ich skorupki zdążyły jednak nasiąknąć polskością. Na niemieckiej, tolerancyjnej i demokratycznej ziemi natura tej skorupki stała się ona dla mnie widoczna aż nadto.</p> <p style="text-align: justify;">Kilku spotkanych przeze mnie czarnych Francuzów za Francuzów się nie uważa. We Francji dochodziło do zamieszek na tle różnic kulturowych, ale przyczyną było polityczne i gospodarcze wykluczenie. Francja to więc przykład na porażkę polityki asymilacji, Niemcy przeciwnie. <strong>To nie muzułmanie są problemem, ale polityka kraju, do którego trafiają.</strong></p> <figure id="attachment_3372" style="width: 600px" class="wp-caption alignleft"><img class="wp-image-3372" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2015/09/DSCF3274.jpg"alt="DSCF3274" width="600" height="450" /><figcaption class="wp-caption-text">Syryjska ulica w 2010 roku (fot. E. Górska)</figcaption></figure> <p style="text-align: justify;">4. Do Polski ma trafić około 12 000 uchodźców. Polaków mieszka tu około 38 000 000. Wyrażony w liczbach problem uchodźców nie istnieje. Wyrażony moralnym poruszeniem już teraz jest katastrofą. Polska dusza jest chora. Kto odpowiada za chorobę? Nauka historii pozwala często zrozumieć źródła teraźniejszych zjawisk, większość z nich powtarza się bowiem na przestrzeni dziejów. Zmieniają się dekoracje, ale stosunki społeczne pozostają niezmienne od dekad i wieków. Bo i niezmienna jest nasza <em>ludzka natura</em>.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Na ziemiach polskich mieliśmy eksplozję nienawiści, skierowaną przede wszystkim w stronę innowierców</strong>, żydów – wyzwoliła ją okupacja niemiecka w czasie II wojny światowej. Uczeni badając to zjawisko wskazali przyczynę – indoktrynację ze strony Kościoła i zarażanie mas ideologią narodowego szowinizmu. Stąd pogromy. Dzisiaj również obserwuję gejzery nienawiści, często wśród młodych ludzi deklarujących miłość Bogu. „Bóg jest Wielki” – piszą na Facebooku, aby zaraz nawoływać do rozprawy ze światem islamu. Czym polskie, swojskie i katolickie „Bóg jest wielki” różni się od „Allahu Akbar”?</p> <p style="text-align: justify;">Zadaję sobie kolejne pytanie: jaką rolę pełni religia w szkołach – powszechna indoktrynacja katolicką ideologią? Uczy tolerancji, czy kultywuje tradycje, które już kiedyś doprowadziły nas na skraj piekła i płonącej stodoły? Czy pokolenie JPII umarło, zanim zdołało wywrzeć jakikolwiek wpływ, pogrzebane wspólnym wysiłkiem księży katechetów?</p> <p style="text-align: justify;">5. „Muzułmanie gwałcą i przedmiotowo traktują kobiety” – pobrzmiewa narodowe, kibolskie wezwanie do obrony polskich kobiet. Ale <strong>polskie kobiety bite i gwałcone są przez polskich i katolickich mężów i konkubentów</strong> – często pijanych. A kto stał się niedawno światowym symbolem seksualnego wykorzystywania dzieci? Polacy mają się czego wstydzić i z czego tłumaczyć. Narodowi katolicy nie ruszyli jednak na ratunek gnębionym kobietom, aprobują ten stan rzeczy. Świadczą o tym nie tylko niskie wyroki zapadające na sprawców przemocy wobec kobiet (w tym gwałtów!), ale również niedawne kłopoty z ratyfikacją konwencji antyprzemocowej. Walczymy za to o zygoty i inne życie poczęte, ulegając logice tematów zastępczych. Tymczasem prawdziwe demony wciąż umykają zbiorowym egzorcyzmom.</p> <p style="text-align: justify;">Prawdą jest, że kobiety traktowane są przedmiotowo w niektórych muzułmańskich społecznościach, podobnie jak żydowskich, protestanckich, romskich i innych. Z tym, że w Polsce to nie te społeczności stanowią problem. A przy okazji, islam alkoholu akurat zakazuje.</p> <p style="text-align: justify;">6. Symbolem pontyfikatu Jana Pawła II był ekumenizm i dialog pomiędzy kulturami. <strong>Jak kultywujemy papieskie dziedzictwo w Polsce? </strong>W Wadowicach? W bawarskim Marktl, mieście Benedykta XVI wielkości Choczni (wieś obok Wadowic), od dawna mieszkają rodziny syryjskie. Bawarskie parafie przyjęły je bez rozgłosu i bez ksenofobicznych krzyków. A przecież pamiętamy, kto pochodził z Bawarii…</p> <p style="text-align: justify;">Dzisiaj Wadowice również oferują swoją pomoc potrzebującym uchodźcom. To moralny obowiązek tych, którzy żyją w cieniu papieskich pomników. Ostatni moment, by nie skarleć wśród krzyków o zagrożeniu… ze strony religii mającej przecież wspólne źródła z chrześcijaństwem.</p> <p style="text-align: justify;">Pod wieloma względami <strong>krzyk przeciwko islamowi jest też krzykiem za odrzuceniem katolicyzmu</strong>. I dowodem, że katolicyzm sczezł już dawno w kraju nad Wisłą. Ale tego moi zatroskani, jakże narodowi i katoliccy współobywatele już nie dostrzegają.</p> <p style="text-align: justify;">Czy w dzisiejszych czasach trzeba być ateistą, aby pozostać uczniem Chrystusa? Odpowiedź znajdziecie przeglądając profile swoich znajomych na fejsie.</p> <a href="http://mateuszklinowski.pl/2015/09/19/uchodzcy-w-wadowicach-to-moralny-obowiazek-papieskiego-miasta/"class='bbc_url' rel='nofollow external'>Źródło</a>
  15. <p><img class="alignleft wp-image-3368" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2015/09/zawsze-wierni.jpg"alt="zawsze wierni" width="600" height="450" /></p> <p style="text-align: justify;"><em>Wstyd mi, Polsko. Dlatego dedykuję Ci kilka tych myśli. To nie atak, lecz obrona – naszych tradycji, religii i dziedzictwa Wielkiego Polaka, które po raz kolejny targamy bez litości, sensu i opamiętania…</em></p> <p style="text-align: justify;">1. Stosunek do „obcych” jest miarą naszego człowieczeństwa. W Polsce z człowieczeństwem mamy zatem problem, o czym świadczy nie tylko trwająca, bezprzykładna nagonka na „emigrantów” czy „uchodźców”, ale przede wszystkim prowadzone od lat badania. Socjolodzy alarmują, że poziom zaufania wśród Polaków jest dramatycznie niski – przede wszystkim do samych siebie. <strong>Gardzimy współobywatelami, sypiąc im na co dzień w twarz „kurwy” i „chuje”, kradnąc na potęgę, „idąc na pięści” przy byle okazji.</strong> Zawiść, agresja, ogólny brak kultury bycia, obycia i zachowania obniżają kapitał społeczny, tworzą okoliczności hamujące rozwój gospodarczy kraju, negatywnie wpływając na jakość życia. To fakty, ale nikt w pierś się nie bije. Mobilizacji narodowej brak. Doświadczamy jej dopiero teraz, kiedy odpór należy dać „uchodźcom” – niosącym terror i zagrażającym naszemu „sielskiemu” światu, królestwu codziennych bluzg, nienawiści i nieufności.</p> <p style="text-align: justify;">2. Nie jest prawdą, że islam to terror i nienawiść do Europejczyków. Podróżowałem po Bliskim Wschodzie, żyłem wśród „muzułmanów”, „islamistów”, a nawet „terrorystów”. Nigdzie nie czułem się tak bezpiecznie, jak tam. <strong>Islam to kultura gościnności, poszanowania dla „obcego”. </strong>Niestety, Bliski Wschód targany jest politycznymi konfliktami, rozniecanymi przez światowe mocarstwa, w związku z surowcami. W tym „koncercie mocarstw” wzięliśmy również swój zbrojny udział – w poszukiwaniu ekonomicznych i politycznych korzyści. Nie było to ukrywane – przeciwnie – rząd otwarcie deklarował naszą interesowność w bliskowschodniej krucjacie, przy aprobacie mediów i opinii publicznej.</p> <p style="text-align: justify;">3. Nie jest prawdą, że muzułmanie się nie asymilują i zawsze stanowią problem społeczny. Mieszkałem w Niemczech, kraju ze sporą mniejszością muzułmańską oraz emigrantami z Afryki. Dusseldorf to miasto kolorowe, turecko-afrykańsko-polskie. A jednocześnie wszyscy ci młodzi ludzie mówią po niemiecku i Niemcami się czują. To dzieci emigrantów, głównie ekonomicznych.</p> <p style="text-align: justify;">Nie powiem, że w Niemczech segregacja rasowa nie istnieje, część zawodów i ról społecznych nadal przede wszystkim zajmują biali Niemcy. Nie sposób jednak twierdzić, że asymilacja emigrantów w Niemczech się nie udała. Afrykanie czy Turcy czują się Niemcami, przyjęli niemiecką kulturę i kiełbasę, a niemiecka kultura wchłonęła ich muzyczne rytmy i kebaby. Podobnie stało się z emigrującymi za chlebem Polakami. Dzisiaj są oni w pełni obywatelami Niemiec, choć szanują na ogół swoje polskie korzenie.</p> <p style="text-align: justify;">Na marginesie, raz tylko na ulicy w Niemczech spotkałem się z rasistowskimi wybrykami. Niemieccy dresiarze zaczepiali Latynosów. Gdy podszedłem bliżej, usłyszałem, że dresiarze pomiędzy sobą mówią… po polsku. To synowie naszych Gastarbeiterów. Ich skorupki zdążyły jednak nasiąknąć polskością. Na niemieckiej, tolerancyjnej i demokratycznej ziemi natura tej skorupki stała się ona dla mnie widoczna aż nadto.</p> <p style="text-align: justify;">Kilku spotkanych przeze mnie czarnych Francuzów za Francuzów się nie uważa. We Francji dochodziło do zamieszek na tle różnic kulturowych, ale przyczyną było polityczne i gospodarcze wykluczenie. Francja to więc przykład na porażkę polityki asymilacji, Niemcy przeciwnie. <strong>To nie muzułmanie są problemem, ale polityka kraju, do którego trafiają.</strong></p> <div id="attachment_3372" style="width: 610px" class="wp-caption alignleft"><img class="wp-image-3372" src="http://mateuszklinowski.pl/wp-content/uploads/2015/09/DSCF3274.jpg"alt="DSCF3274" width="600" height="450" /><p class="wp-caption-text">Syryjska ulica w 2010 roku (fot. E. Górska)</p></div> <p style="text-align: justify;"> <p style="text-align: justify;">4. Do Polski ma trafić około 12 000 uchodźców. Polaków mieszka tu około 38 000 000. Wyrażony w liczbach problem uchodźców nie istnieje. Wyrażony moralnym poruszeniem już teraz jest katastrofą. Polska dusza jest chora. Kto odpowiada za chorobę? Nauka historii pozwala często zrozumieć źródła teraźniejszych zjawisk, większość z nich powtarza się bowiem na przestrzeni dziejów. Zmieniają się dekoracje, ale stosunki społeczne pozostają niezmienne od dekad i wieków. Bo i niezmienna jest nasza <em>ludzka natura</em>.</p> <p style="text-align: justify;"><strong>Na ziemiach polskich mieliśmy eksplozję nienawiści, skierowaną przede wszystkim w stronę innowierców</strong>, żydów – wyzwoliła ją okupacja niemiecka w czasie II wojny światowej. Uczeni badając to zjawisko wskazali przyczynę – indoktrynację ze strony Kościoła i zarażanie mas ideologią narodowego szowinizmu. Stąd pogromy. Dzisiaj również obserwuję gejzery nienawiści, często wśród młodych ludzi deklarujących miłość Bogu. „Bóg jest Wielki” – piszą na Facebooku, aby zaraz nawoływać do rozprawy ze światem islamu. Czym polskie, swojskie i katolickie „Bóg jest wielki” różni się od „Allahu Akbar”?</p> <p style="text-align: justify;">Zadaję sobie kolejne pytanie: jaką rolę pełni religia w szkołach – powszechna indoktrynacja katolicką ideologią? Uczy tolerancji, czy kultywuje tradycje, które już kiedyś doprowadziły nas na skraj piekła i płonącej stodoły? Czy pokolenie JPII umarło, zanim zdołało wywrzeć jakikolwiek wpływ, pogrzebane wspólnym wysiłkiem księży katechetów?</p> <p style="text-align: justify;">5. „Muzułmanie gwałcą i przedmiotowo traktują kobiety” – pobrzmiewa narodowe, kibolskie wezwanie do obrony polskich kobiet. Ale <strong>polskie kobiety bite i gwałcone są przez polskich i katolickich mężów i konkubentów</strong> – często pijanych. A kto stał się niedawno światowym symbolem seksualnego wykorzystywania dzieci? Polacy mają się czego wstydzić i z czego tłumaczyć. Narodowi katolicy nie ruszyli jednak na ratunek gnębionym kobietom, aprobują ten stan rzeczy. Świadczą o tym nie tylko niskie wyroki zapadające na sprawców przemocy wobec kobiet (w tym gwałtów!), ale również niedawne kłopoty z ratyfikacją konwencji antyprzemocowej. Walczymy za to o zygoty i inne życie poczęte, ulegając logice tematów zastępczych. Tymczasem prawdziwe demony wciąż umykają zbiorowym egzorcyzmom.</p> <p style="text-align: justify;">Prawdą jest, że kobiety traktowane są przedmiotowo w niektórych muzułmańskich społecznościach, podobnie jak żydowskich, protestanckich, romskich i innych. Z tym, że w Polsce to nie te społeczności stanowią problem. A przy okazji, islam alkoholu akurat zakazuje.</p> <p style="text-align: justify;">6. Symbolem pontyfikatu Jana Pawła II był ekumenizm i dialog pomiędzy kulturami. <strong>Jak kultywujemy papieskie dziedzictwo w Polsce? </strong>W Wadowicach? W bawarskim Marktl, mieście Benedykta XVI wielkości Choczni (wieś obok Wadowic), od dawna mieszkają rodziny syryjskie. Bawarskie parafie przyjęły je bez rozgłosu i bez ksenofobicznych krzyków. A przecież pamiętamy, kto pochodził z Bawarii…</p> <p style="text-align: justify;">Dzisiaj Wadowice również oferują swoją pomoc potrzebującym uchodźcom. To moralny obowiązek tych, którzy żyją w cieniu papieskich pomników. Ostatni moment, by nie skarleć wśród krzyków o zagrożeniu… ze strony religii mającej przecież wspólne źródła z chrześcijaństwem.</p> <p style="text-align: justify;">Pod wieloma względami <strong>krzyk przeciwko islamowi jest też krzykiem za odrzuceniem katolicyzmu</strong>. I dowodem, że katolicyzm sczezł już dawno w kraju nad Wisłą. Ale tego moi zatroskani, jakże narodowi i katoliccy współobywatele już nie dostrzegają.</p> <p style="text-align: justify;">Czy w dzisiejszych czasach trzeba być ateistą, aby pozostać uczniem Chrystusa? Odpowiedź znajdziecie przeglądając profile swoich znajomych na fejsie.</p> <a href="http://mateuszklinowski.pl/2015/09/17/uchodzcy-w-wadowicach-to-moralny-obowiazek-papieskiego-miasta/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=uchodzcy-w-wadowicach-to-moralny-obowiazek-papieskiego-miasta"class='bbc_url' rel='nofollow external'>Źródło</a>